czwartek, 7 lipca 2016

10 C

Jasmin


Siedzieliśmy  już  przy stole. Brakowało tylko Rudej, która  pojawiła się po paru minutach, a zaz za nią  do naszej sali wparowali również  kelnerzy z tacami pełnymi  jedzenia. Dlatego przez jakiś  czas zajadaliśmy się  leniwie rozmawiając, tylko jedna rzecz rozpraszała moją uwagę.  A raczej osoba. A raczej jej noga, wątpliwym przypadkiem ocierająca się  co jakiś  czas o moją. Finn. Reszta przestała miec znaczenie, przysłuchiwałam się  rozmowie tylko jednym uchem, moje spojrzenie zaś  utopiło się  w jego granatowych, prawie czarnych oczach. Ocknęłam sie dopiero kiedy Daria wybiegła z restauracji, rozejrzałam się i zdążyłam zauważyć, że Nate wyszedł tuż  za nią. Hmm uśmiechnęłam się  na myśl co się  będzie  potem działo.  Bo oczywistym jest, że  wylądują w łóżku. Finn wyglądał  na równie rozbawionego. Zapadła cisza, którą Natalia przerwała,  także  po chwili wróciliśmy do biesiadowania. Po godzinie doszłam  do wniosku, że czas się  ruszyć. Maddie i John już wyszli, więc nikt się  nie zdziwił kiedy i ja wstałam od stołu. Skierowałam się  do windy, a czekając na jej przyjazd poczułam ciepły  oddech na karku i reke na plecach, ktora zgrabnym ruchem rozwiazala kokardke od gorsetu, co tez poczulam kiedy weszlismy do windy. Mielismy 40 pieter. Nie czekajac zblizylam sie i musnelam jego wargi. Przez chwile stał nieruchomo po czym sprawnym ruchem przyparl mnie do ściany napierając ustami na moje. Hmm to chyba jednak anioł. Jedną dłoń zacisnął na gardle na co tylko jeknelam, druga zas zaczal rozwiazywac kolejna warstwe aksamitki od gorsetu. Oderwalismy sie od siebie dopiero uslyszawszy dzwiek rozsuwanych drzwi. Juz chcialam isc kiedy ogarnelam, ze wystarczy krok i suknia poleci na podloge. Widzac to usmiechnal sie tylko i nie wachajac sie wzial mnie na rece.
-Dokad?- spytal, przesuwajac reke pod suknia moje udo. -Lewo, do konca.
Poczulam jak przygryzl lekko platek ucha a jego dlon posunela sie jeszcze wyzej, mruknelam z zadowoleniem. Postawił  mnie i weszliśmy do pokoju. Mimo że było ciemno poczułam go przy sobie odrazu. Położył mi ręce na ramionach i powoli zsunął materiał w dół. Jego palce wędrowały lekko od obojczyka, przez łokcie, do nadgarstków. Jego wargi spoczęły na mojej szyi zostawiając mokry ślad w miejscu od którego rozchodziły się przyjemne dreszcze. Zadrżałam kiedy poczułam jego opuszki sunące wzdłuż mojego kręgosłupa, zachaczając po drodze o stanik który sprawnie rozpiął. Przechyliłam głowę delektując się momentem kiedy równo z linią talii przeniósł swój dotyk na mój brzuch, a potem zszedł niżej, zaczerpnęłam tchu kiedy wsunął dłoń pod koronkowy material kusych majtek. Przycisnął mnie do siebie jedną ręką, druga zaś drazniła łechtaczke. Ale oczywiście lekko, cóż za tortura. Poczułam na plecach spore wybrzuszenie na co tylko zamruczałam wijąc się pod jego dotykiem. Kciukiem zataczał powolne koła, zaś palcem powoli wbijal się w moje mokre już wnetrze. Wargami drażnił moją szyję, wchodząc i wychodząc ze mnie coraz szybciej, na co tylko zajęczałam głośniej. Byłam już prawie u szczytu kiedy szybkim ruchem zdjął zbędny  skrawek koronki i obrócił mnie przodem, mruknęłam tylko z rozczarowaniem i długo nie czekając zdjęłam mu koszulę. W pół mroku dostrzegłam mięśnie po których moje palce zaczęły wędrować schodząc coraz niżej. Szybko uporałam się z zamkiem, wyjęłam jego sporych rozmiarów przyjaciela i musnęłam wargami. Chwyciłam ręką za trzon, a językiem drażniłam główkę by po chwili wziąć go do ust. Poruszałam głową w przód i w tył, a po chwili szarpnął mnie za włosy żebym wstała, obrócił i popchnął w stronę biurka na którym się oparłam rękoma. Zajęczałam głośno kiedy szybkim ruchem wszedł we mnie od tyłu. Poruszał się w szybkim tempie, dłonią zaś chwycil mnie za gardło i pociągnął lekko do siebie na co odpowiedział mu zduszony krzyk. Odchodziłam prawie od zmysłów czując jak sprawnie porusza się w gorącym wnętrzu. Jęczałam w rytm uderzeń, a jego ręce błądziły po całym moim ciele, aż jedna z nich spoczęła z powrotem na tym jednym punkcie który daje tyle przyjemności. Wpadłam w ten cudowny stan letargu kiedy pieścił mnie dłonią jednocześnie przyspieszając coraz bardziej. Domysliłam się że i jemu nie wiele brakowało. Kiedy poczułam ciepło zalewające moje wnętrze krzyknęłam i wygięłam sie w łuk kompletnie tracąc resztki świadomości. To jednak diabeł. 

sobota, 2 lipca 2016

10 B

Maddie


Po dwóch godzinach walk z ulgą wyszłam z podziemia. Nienawidzę patrzeć jak ktoś obija twarze moim przyjaciółkom. Skierowałam się w stronę mojego pokoju. Otworzyłam drzwi i zdziwiona stanęłam w progu. Po kilku chwilach podeszłam do wspaniałego bukietu kwiatów postawionego na stoliku za łóżkiem. Pachniał cudownie, lecz kto mógłby wysłać mi kwiaty? Chyba nie znam osoby, obecnej tu, która zrobiłaby to bez rozkazu szefa. Jednym ruchem wyciągnęłam sztylet z paska przyczepionego do spodni. Przezorny zawsze ubezpieczony. Obeszłam pokój, sprawdzając wszystkie możliwe kąty. Byłam sama. Powąchałam róże jeszcze raz, cóż niezależnie kto mi je wysłał, wiedział dokładnie jakie kwiaty lubię, co mnie odrobinę przerażało. Moje zamyślenie przerwała Jas wbiegająca do mojego pokoju jakby już była naćpana.

* * *
Półtorej godziny wybierania idealnych kreacji zakończyło się wciągnięciem po kresce śniegu. Jas wyszła z pokoju ubrana w czarną suknie z trenem i gorsetem, którą idealnie pasowała do jej czarnych szpilek. Ja zaś założyłam czerwoną sukienkę do ziemi z rozcięciem sięgającym uda. Oczywiście, jak to ja, musiałam założyć do tak pięknej sukienki vansy.. Opuściłam pokój zamykając za nami drzwi. Jasmin poszła po dziewczyny, a ja skierowałam się w stronę podziemnej restauracji, w której miała odbyć się kolacja. Zeszłam po schodach w podskokach, niestety poślizgnęłam się na ostatnim schodku i wpadłam na chłopaka opierającego się o ścianę.
- Przepraszam! - pisnęłam przerażona ale ten tylko się zaśmiał i pomógł mi wstać.
- Wybacz, ale co cię tak śmieszy?
- A to, że należysz do najniebezpieczniejszego gangu w USA, a piszczysz jak pinkie pie.
- To jak piszczę nie ma najmniejszego związku z moją groźnością. - parsknęłam i odeszłam.

***
Weszłam do restauracji jako pierwsza. Kelner zaprowadził mnie do ośmioosobowego stołu, uśmiechnął się i zapytał czy czegoś potrzebuje.
- Nie, dzięki. - rzuciłam, rozprostowując sukienkę. Odwróciłam się w stronę wejścia, czekając na resztę. Gdy zobaczyłam bruneta, na którego wpadłam chwilę temu, idącego w moją stronę pomyślałam, że mnie śledzi, ale on bez słowa, uśmiechając się usiadł na przeciwko mnie. Rzuciłam mu mordercze spojrzenie.
- Czego tu szukasz? - zapytałam.
- Na pewno nie takiej naburmuszonej księżniczki jak ty.
- Po pierwsze nie jestem naburmuszona a po drugie nie jestem księżniczką, zwłaszcza dla ciebie.
On tylko się zaśmiał. Hmm coś miał w tym śmiechu.. Coś.. Cholernie irytującego. Jakieś dwadzieścia minut później wszyscy byli na swoich miejscach, a ja wciąż zabijałam bruneta wzrokiem, a przynajmniej próbowałam.
- Nate, nie przedstawisz nam swojego nowego podopiecznego? - zapytała któraś z dziewczyn.
- Ah tak. To jest John.
I tak potoczyła się reszta kolacji. Wszyscy rozmawiali, pili, jedli i bawili się. Niestety nie obyło się też bez kłótni. Nate i Ruda zawsze się kłócili.. Rozwścieczeni wyszli z sali i zapewne, jak to na ich relacje przystało, poszli na przeprosinowy numerek.. Albo dwa..
John w pewnym momencie lekko szturchnął moją nogę i posłał mi spojrzenie pełne pragnienia.
Cóż niezależnie jakim był dupkiem, jak na faceta jest całkiem niezły. Oblizałam wargi, a on od razu na to poleciał. Ehh.. Faceci. Napalone maszyny zdolne tylko do seksu.
- Ekhem wybaczcie ale chyba muszę.. Skorzystać z toalety. - powiedziałam wstając. Wychodząc wcale nie skierowałam się w stronę łazienki, lecz w zupełnie inną, prowadząca do mojego pokoju. W połowie drogi ktoś złapał mnie z rękę, odwróciłam się i oczywiście tak jak się spodziewałam zobaczyłam Johna.
- Dokąd się wybierasz księżniczko?
- Gdzieś gdzie ciebie nie ma.
- Nie bądź taka ostra słońce, bo jeszcze się poparzę.
- Ha ha ha. To nawet nie było śmieszne. - rzuciłam, wyrywając rękę. Szybkim krokiem doszłam do pokoju, otworzyłam drzwi i weszłam.
- Czego ty ode mnie chcesz? - zapytałam, kiedy chłopak wszedł za mną.
- Cóż, pomyślmy. Jestem facetem z potrzebami a ty bardzo mnie pociągasz.
- A ty mnie nie. Zrozum. Mój nienawistny wzrok do ciebie nie dociera?
- Nie rozumiem. Przecież jeszcze nic ci nie zrobiłem.
- Jeszcze? Czyli zamierzałeś?
- Nie, nie to miałem na myśli. Więc powiesz mi w końcu o co ci chodzi?
- Powiedzmy, że nie jestem taka jak dziewczyny, z którymi sypiasz.
- Łatwa?
- Nie głąbie. Zresztą co cię to obchodzi?! Wyjdź!
- Oj spokojnie, homo nie wiadomo hahaha.
- Powtórzę jeszcze raz i ostatni WYJDŹ !
- O boże. Nie chciałem.
- Wynoś się!- krzyknęłam i sięgnęłam po broń leżącą na półce celując prosto w jego głowę.
Wyszedł.









środa, 25 maja 2016

10 A

Rozdział zawiera treści nieodpowiednie dla widzów niepełnoletnich, czytasz na własną odpowiedzialność.


Daria 


Informacja o tym, że mój ojciec zwiał z więzienia wstrząsnęła mną, delikatnie mówiąc. Nie spałam całą noc, w ciągu dnia nie mogłam się na niczym skupić, a jednocześnie czułam ogromną złość, którą wyładowałam na przeciwnikach podczas walk. Pomimo tego, że na ringu miałam styczność z facetami dwa razy większymi od siebie to najgorsze było dopiero przede mną. Kolacja z moją byłą pierwszą miłością. Co może być gorsze? Przerażające jest to, że kiedy go zobaczyłam w tej cholernej piwnicy poczułam dziwne ciepło w środku. To samo, które czułam dwa lata temu, gdy jeszcze byliśmy razem. A może to tylko niestrawność? Sama nie wiem. Za to wiem, że muszę się przygotować na tą cholerną kolację. Właściwie to miałam już gotowy make up, ułożone włosy, a sukienka leżała wraz z butami i dodatkami na łóżku. Jedyne czego mi brakowało to chęci na ubranie się. Siedziałam na fotelu, paląc skręta i wspominając wszystkie chwile spędzone z Natem. Z letargu wyrwało mnie pukanie do drzwi. 
- Proszę! - krzyknęłam i zaraz do pokoju weszły Jas i Natalia.
- Czemu jeszcze nie jesteś gotowa? - zapytała brunetka.
- Nie chcę tam iść... - mruknęłam. - Nie wiem, co zrobię kiedy znów ujrzę ten głupi uśmiech na jego twarzy.
- Co się między wami stało, że tak go nienawidzisz, wybacz ale to nie wygląda na zwykłe rozstanie w kłótni. - powiedziała Jas.
- Powiem wam, ale jutro okej? Idźcie na dół, ja zejdę za chwilę. - dziewczyny skinęły głowami i wyszły, zostawiając mnie samą pośród czterech ścian luksusowego apartamentu. Wzięłam głęboki oddech i założyłam na siebie sukienkę, która w zabójczy sposób podkreślała moje walory. Może po tej durnej kolacji uda mi się wyrwać jakiegoś przystojniaka, kto wie. Wsunęłam na nogi wysokie szpilki, nałożyłam biżuterię i przejrzałam się w lustrze. Zadowolona z efektu końcowego moich przygotowań, spsikałam się ulubionymi perfumami, żeby nie było tak czuć ode mnie zioła i zabierając po drodze telefon, opuściłam pokój. Kiedy zjechałam windą na parter i znalazłam się przy wejściu do restauracji, zatrzymałam się na chwilę, aby przemyśleć swoje szanse na ucieczkę, ale niespodziewanie pojawił się przede mną dość przystojny szatyn.
- Pani Rodriguez? - zapytał niepewnie.
- Panna. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Witam, mam na imię Derek i moim zadaniem jest odprowadzenie pani do stolika, przy którym odbywać się będzie kolacja. - powiedział, wystawiając ramię w moją stronę. Z ochotą je przyjęłam, a chłopak, uśmiechając się szeroko doprowadził mnie do odosobnionego miejsca w tyle restauracji, gdzie przy stole czekały dziewczyny i trzech chłopaków z gangu Nate'a z nim na czele. Brunet spojrzał w górę, słysząc dźwięk obcasów stukających o posadzkę i gdy mnie zobaczył jego oczy rozbłysły, ale gdy zauważył Dereka, którego ramię trzymałam, pojawiła się w nich żądza mordu. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jaką miałam satysfakcje, widząc to. Derek odsunął mi krzesło, na którym z miłą chęcią usiadłam i  podziękowałam mu uroczym uśmiechem. Szatyn ucałował moją dłoń i oddalił się, mówiąc że zaraz zostanie podany posiłek, a właściwie to kilka posiłków. Spojrzałam na dziewczyny, które uśmiechały się znacząco.
- Przystojniak. - powiedziała głośno Maddie.
- Co nie? - uśmiechnęłam się znacząco. - Kto wie, może jak już tu skończymy uda mi się z nim coś zdziałać. 
- Dobrze ci radzę, daj sobie z nim spokój. - spojrzałam na Nate'a, uśmiechając się wyzywająco.
- A co mi zrobisz jeśli nie?
- Jego poćwiartuje i wyślę każdą część ciała w prezencie członkom jego rodziny, a co zrobię tobie (co za rym >.<) możesz się domyślać. - brunet puścił mi oczko. Prychnęłam pod nosem, ale nastrój od razu mi się poprawił, kiedy pojawili się kelnerzy z tacami pełnymi jedzenia. Było na nich wszystko czego tylko dusza zapragnie i jeszcze więcej. Postanowiłam na chwilę olać Nate'a i rozkoszować się smakowitymi potrawami. Kilka chwil później wszyscy, oprócz Natalii, skończyliśmy jeść i przyszedł czas na rozmowę o interesach.
- Co więcej wiadomo na temat współpracy Rodriqueza i ruskich? - zapytałam, biorąc łyka szampana z kieliszka.
- Na razie niewiele, ale trzeba być przygotowanym na wszystko i wspierać siebie nawzajem. - odpowiedział David, młodszy brat Nate'a, posyłając mi lekki uśmiech.
- Co proponujecie?
- Kiedy wybiegłaś ze spotkania... zapadła decyzja, że my przeniesiemy się na trochę do LA. - to co powiedział wytrąciło mnie z równowagi.
- Kto niby tak zadecydował?!
- Ja. - automatycznie przeniosłam wzrok na Nate'a, który miał na twarzy swój zwyczajny cwaniacki uśmiech. 
- I że niby ja mam się na to zgodzić?! - zaśmiałam się bez humoru. - Po moim trupie.
- Jesteś tak cholernie podobna do ojca.
- Nie jestem w ani jednym calu podobna do niego! - syknęłam przez zaciśnięte zęby, zaciskając pięści pod stołem.
- Twoja matka powiedziała coś innego pamiętasz? - momentalnie wszyscy obecni przy stole przerwali ciche rozmowy między sobą i zapadła grobowa cisza, którą zakłócił odgłos gwałtownie odsuwanego krzesła i stukot obcasów uderzających o podłogę, kiedy wybiegałam z restauracji w towarzystwie spojrzeń innych gości. Wbiegłam do windy w ostatniej chwili przed zamknięciem drzwi i wcisnęłam przycisk ostatniego piętra. W ciągu kilku sekund znalazłam się na górze, lecz zanim zdążyłam przyłożyć kartę do pokoju do elektronicznego zamka, zostałam przyparta do drzwi przez Nate'a.
- Zostaw mnie. - powiedziałam stanowczym tonem głosu. - Puszczaj!
- Nie... nie zrobię tego dopóki normalnie ze mną nie porozmawiasz. 
- Nie chcę z tobą rozmawiać, jesteś największym sukinsynem jakiego w życiu spotkałam i żałuje, że kiedykolwiek cię poznałam! - moja złość i frustracja były tak wielkie, że jakimś cudem udało mi się odepchnąć Nate'a i otworzyć drzwi, jednak zanim zdążyłam je za sobą zamknąć on wbił się do środka i przyparł mnie do drewnianej powierzchni z drugiej strony. Popatrzyłam w jego nieziemsko brązowe oczy, w których dojrzałam determinację i pożądanie. Znalazłam się w sytuacji bez wyjścia. Za plecami czułam drewniane drzwi, przed sobą miałam napalonego chłopaka. Nate zrobił nalot na moje usta. Próbowałam, naprawdę próbowałam się mu odpierać, ale kiedy tylko położył jedną rękę na mojej tali (notabene, bardzo blisko tyłka), a drugą złapał mnie za włosy i delikatnie pociągnął w dół, a jego cholernie miękkie, rozpustne wargi zaczęły muskać moje nie mogłam się powstrzymać i wydałam z siebie cichutki jęk. Oczywiście to wykorzystał i wsunął swój język prosto w moje usta. Jego precyzyjne ruchy sprawiały, że wewnątrz topniałam i stałam się mu całkowicie uległa, wbrew sobie oddając jego namiętny pocałunek. Moje dłonie powędrowały w stronę jego miękkich włosów, złapałam ich końcówki i pociągnęłam za nie. Nie przestając mnie całować, brunet zaczął ‘wędrować’ swoimi dłońmi po moim, w tym momencie, bardzo rozpalonym ciele. Jego ciekawskie ręce skierowały się w stronę mojego biustu. Chłopak bez skrępowania zsunął ramiączka mojej sukienki i zaczął masować moje ciężkie i nabrzmiałe z podniecenia piersi okryte stanikiem. Moja podświadomość zupełnie się wyłączyła. Byłam zdana na jego łaskę, to od niego zależało co ze mną zrobi. Nate zsunął swoje usta na moją szyję i zaczął zostawiać na niej mokre pocałunki. Po chwili znalazł moje wrażliwe miejsce i zaczął je mocno ssać i lizać. W tym momencie nie przejmowałam się, że zrobi mi malinkę i, że to co robimy nie powinno mieć miejsca. Złapałam go mocniej za włosy i wygięłam swoje ciało w łuk. Na brzuchu poczułam jego rosnącą erekcję i to podnieciło mnie jeszcze bardziej. Brunet oderwał się ode mnie na moment i popatrzył mi w oczy. Nie zdążyłam nawet mrugnąć, kiedy złapał mnie za uda i podniósł do góry zmuszając bym oplotła go nogami w pasie. W tej pozycji jego penis ocierał się o moje wrażliwe wejście. Jęknęłam i zaczęłam całować jego szyję. On w tym czasie szybko podszedł do mojego całkiem dużego łóżka i rzucił mnie na nie. Rozejrzał się dookoła i włączył małą lampkę znajdującą się na stoliku nocnym. Lampka dodała trochę klimatu, pokój pogrążony był w półmroku. Nie tracąc czasu, Nate uklęknął obok mnie i zaczął zdejmować do końca moją sukienkę. Zostałam w samym czarnym koronkowym staniku wijąca się na pościeli i patrząca na niego z oczekiwaniem. Chłopak lekko się uniósł i otaksował mnie wzrokiem, oblizując wargi. Nie czekając, szybko zdjął swoje ubrania, zostając w samych bokserkach. Nie ukrywam, że to co zobaczyłam ścięłoby mnie z nóg gdybym stała. Jego idealnie wyrzeźbione mięśnie brzucha, te pieprzone tatuaże i cholernie przystojna twarz. Ten facet to pieprzony bóg seksu. Niestety nie miałam czasu napawać się jego widokiem, ponieważ Nate zsunął się na dół i zaczął zdejmować mi buty. Zostałam w samej, dość skąpej bieliźnie.
- Podoba mi się to co widzę. - szepnął mi do ucha, przygryzając jego płatek. Jęknęłam z podniecenia. Zaczął znów wędrować swoimi łapczywymi rękoma po moim, głodnym jego pieszczot, ciele. Jedną z dłoni skierował na moje plecy i szybkim, wyćwiczonym ruchem odpiął mój stanik. Zdjął go ze mnie i rzucił gdzieś w głąb pokoju. Brunet przyssał się do jednego z moich sutków. Mocno, bardzo. Zaś lewą rękę skierował na drugi z nich i zaczął go pieścić. Wiłam się pod nim zupełnie bezbronna. Swoje dłonie położyłam na jego plecach i delikatnie wbijałam w jego skórę, długie paznokcie. Czułam jakby wyładowania elektryczne w moim podbrzuszu. Cholera, ten facet wie co robi. Po chwili oderwał się ode mnie i poświęcił mojej lewej piersi, tyle samo uwagi co prawej. Byłam tak strasznie podniecona, że to wręcz do mnie nie docierało. Czułam, że Maloley zrobił mi jeszcze więcej malinek, ale nie dbałam o to w ogóle. Korzystałam z chwili. Brunet oderwał się od mojego biustu i szybko podniósł się na rękach, a następnie nie czekając na moje pozwolenie zerwał ze mnie majtki. Leżałam pod nim naga i podniecona. Przejechał swoim palcem po moim wejściu i jęknął z uznaniem.
- Jesteś taka mokra, taka gotowa na mnie…. Nie możesz się doczekać kiedy w ciebie wejdę prawda? Uwierz mi, ja też. - oderwał palec od mojej kobiecości i przyłożył go sobie do ust. - Mmm… smakujesz tak dobrze skarbie.
Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana. Nate szybkim ruchem zdjął swoje bokserki i moim oczom ukazał się jego imponujący przyjaciel, którego nie miałam okazji oglądać od kilku lat. Chłopak sięgnął do swoich spodni, wyjął z nich prezerwatywę i precyzyjnie założył na swój pulsujący członek. Oblizując wargi, po raz kolejny położył się na mnie i nie czekając na nic więcej, jednym szybkim pchnięciem wbił się we mnie i jęknął zadowolony. Najpierw poczułam dość silny ból, ale czemu się dziwić, ostatnio uprawiałam sex już jakiś czas temu, a penisy moich byłych partnerów, niestety nie były tak wielkie jak bruneta.
- Jesteś taka ciasna kochanie. - wyjęczał Nate i zaczął się we mnie poruszać ostro i szybko, trafiając idealnie w mój punkt G. Dzięki jego precyzji chwilę później zapomniałam zupełnie o bólu i czułam tylko błogą przyjemność, która rodziła się w moim podbrzuszu. Oddychałam bardzo głośno, ale próbowałam opanować swoje nieprzyzwoite jęki. Nie chciałam być jak te laski z porno, które swoimi sztucznymi jękami wypełniały pokój itd. Nie to, że oglądam takie filmy, ale warto wiedzieć takie rzeczy… a w sumie nieważne.
- Krzycz moje imię skarbie... - zażądał Maloley. - Chcę żeby wszyscy wokół wiedzieli, kto cię posuwa.
- Nawet o tym nie marz. - wyjęczałam i objęłam go nogami w pasie, przez co wchodził we mnie jeszcze głębiej. Nate zaczął zwalniać i uśmiechnął się do mnie wrednie. - Krzycz moje imię kochanie, bo nie pozwolę ci dojść. - myślałam, że zaraz oszaleję. Jego ruchy były tak strasznie wolne, a ja tak bardzo potrzebowałam spełnienia. - Proszę, szybciej. - błagałam. Rusz się sadysto, kurwa rusz się Maloley. Nie powiem twojego imienia, nie dam ci tej satysfakcji… jejku chyba zaraz zmienię zdanie.
On tylko przejechał nosem po mojej szyi i dalej poruszał się powoli, tak żebym nie mogła dojść.
- Proszę, Nate proszę. -knęłam, poddając się. Czułam kropelki potu na moim czole, byłam wykończona. Na twarzy bruneta pojawił się cwaniacki uśmiech i zaczął poruszać się szybciej.               

- Powiedz to jeszcze raz skarbie. Kto cię pieprzy? - zapytał patrząc mi w oczy z tą okropną pewnością siebie.
- Nate… - tylko tyle zdołałam wykrztusić, było mi tak dobrze. Usłyszałam jego cichy śmiech, śmiech zdobywcy. Jego biodra znów przyspieszyły. Posuwał mnie tak mocno, szybko i dobrze, że wręcz rozsadzało mnie w środku. Cały czas szeptał mi do ucha nieprzyzwoite rzeczy, że jest mu tak dobrze we mnie, że najchętniej rżnął by mnie przez całą pieprzoną noc, że marzy o moich ustach zaciśniętych wokół jego kutasa… Na jego ciele pojawiły się maleńkie kropelki potu, co tylko potęgowało, nie wiedzieć czemu, moje pragnienie. Zaciskałam się wokół niego tak mocno i wiedziałam, że mu się to podoba. Wiedząc, ze jestem już blisko, wsunął swoją rękę między nasze ciała i zaczął masować moje pulsujące centrum w celu przyśpieszenia mojego szczytowania. To było dla mnie za dużo. Z głośnym krzykiem doszłam, wijąc się pod nim i wbijając z całej siły swoje paznokcie w skórę na jego plecach… Ups, chyba zostaną mu ślady. Jemu wystarczyły już tylko trzy czy może cztery mocne pchnięcia i sam skończył, spuszczając swoje nasienie w prezerwatywę. Opadł na mnie i przytulił się do mojego dekoltu, nadal będąc głęboko we mnie. Moja klatka piersiowa poruszała się w bardzo nienaturalnym rytmie i nie mogłam złapać tchu. Wplotłam mu palce we włosy i delikatnie je przeczesywałam. W powietrzu było czuć zapach naszego podniecenia. Po chwili poruszył się nade mną i zaczął schodzić swoimi pocałunkami niżej, przez piersi, do brzucha, aż po moje centrum…
- No to co mała? Gotowa na rundę drugą? - zapytał z lubieżnym uśmieszkiem i jedyne co mogę wam powiedzieć to to, że ten chłopak wie jak używać swojego języka…       


Zwiastun do rozdziału 10 

środa, 27 kwietnia 2016

9. Vegas

Jasmin


- O co w tym wszystkim chodzi? - siedziałyśmy z Maddie na łóżku w jej pokoju. Sprawy potoczyły się szybko, widać było, że Ruda doznała nie małego szoku, potem rozejrzała się, wstała i wyszła. Nikt nie próbował jej zatrzymywać i dobrze, podejrzewam, że źle by się do dla niego skończyło, ktokolwiek by to nie był. 
- To dość pogmatwane... - brunetka szukała odpowiednich słów. - A ja i tak niewiele wiem... Tylko tyle, że ten cały Rodriguez to jej ojciec.
- Nie pierdol! - spodziewałam się wszystkiego, ale jak widać tego nie.
- Mówię serio, ale więcej nie wiem, mam nadzieje, że Ruda nam o nim opowie. W końcu musimy wiedzieć z kim zaczęła się wojna.
- No, przydałoby się. A ten gość co siedział na drugim końcu stołu?
- Ah tak, Nate. Ma swój gang, równie niebezpieczny co my, ale odkąd zerwali staramy się nie wchodzić sobie w drogę. 
- Oj, pogmatwane, o tym też Ruda musi co nie co opowiedzieć. - stwierdziłam.
- A żebyś wiedziała, że musi. Ja nie wiem nawet połowy, ogarniasz? Znamy się tyle lat... - temat zszedł na bardziej luźniejszy, wraz z nim kończyłyśmy butelkę. 

***
O dziwo obudziłam się we własnym łóżku, na szczęście kac mnie ominął. Pierwszy ruch już mnie tak nie cieszył, wszystko mnie bolało ughh. Poboli i przestanie, tak czy inaczej, akurat ten ból jest tego jak najbardziej warty. Na biurku znalazłam kopertę:
,,Serdecznie gratulujemy zakwalifikowania się do pierwszego etapu elitarnych walk Vegas. Dzisiaj weźmiesz udział w pięciu walkach. Rozpoczęcie o 7 wieczorem. Spóźnienie równe jest całkowitej dyskwalifikacji."
- Milutko. - mruknęłam sama do siebie. Zdążyłam akurat wyjść spod prysznica, kiedy rozległo się pukanie do drzwi.
- Nie uwierzysz czego się dowiedziałam! - powitała mnie Maddie.
- Mhm. - mruknęłam tylko i zaczęłam poszukiwania czegoś ładnego na śniadanie. Bingo! Czarna, jedwabna i zwiewna sukienka do ziemi, ale oczywiście z dekoltem i rozcięciem prawie do biodra. 
Maddie pałaszowała w mini barze podczas gdy ja się ubierałam.
- Woow! Bosko!
- Nie przesadzaj, sama wyglądasz nie gorzej. - obcisłe jeansy i krótka bluzka robiły swoje. 
- Hehe, no wiem. - skromna Maddie, haha. Śmiejąc się, wyszłyśmy i ruszyłyśmy do windy.
- A no właśnie, to czego takiego ważnego się dowiedziałaś? 
- Oh tak! No więc... Jakby ci to powiedzieeeć... Ustawili cie na ringu z jednym z chłopców Nate'a.
- Okej? W czym problem?
- Jeszcze pytasz!? Jego ludzie są nie do pokonania, inaczej by już dawno nie żyli. - moja nowa przyjaciółka wydawała się być naprawdę przejęta.
- Ej, chyba mnie nie doceniasz. Zresztą, przyjdź o czasie to się sama przekonasz. - zaśmiałam się.
Śniadanie minęło w dość przyjemnej atmosferze, wyszło na to, że Ruda jednak mnie zaakceptowała.

***
Poszłyśmy z dziewczynami do spa, potem na obiad i tak szybko czas zleciał. Godzinę przed rozpoczęciem każda z nas była już u siebie. Szybko się ogarnęłam, przebrałam i zaczęłam rozgrzewać. Tylko idiota wychodzi na ring bez rozgrzewki. Zostało mi piętnaście minut. Dobra pora się zbierać. - pomyślałam. Na salach panował wielki tłok, zresztą jak co roku. Natalia wypatrzyła mnie pośród tych wszystkich ludzi i zaciągnęła do dziewczyn. 
- Gotowa? - zapytała Ruda, której Nati obwiązywała właśnie ręce.
- Pewnie! - i w sumie to była to prawda, byłam bardziej niż gotowa, byłam super gotowa haha. 
Maddie chwyciła za bandaże i wzięła się za moje ręce.
- Dzięki! - powiedziałam, usiłując przekrzyczeć hałas.
- Do usług! - zasalutowała ze śmiechem. Godzinę później byłam już po czterech walkach. Nie było tak źle. Trochę oberwałam, najbardziej w bark który zaczynał już sinieć, ale wciąż się trzymałam. Wybił gong. Czas na porządną konkurencje. Ruszyłam w stronę ringu nr. 4, zgrabnie się na niego wślizgnęłam i oniemiałam z wrażenia. Ale chwila, po kolei. Za plecami miałam dziewczyny, Ruda mierzyła się wzrokiem z Natem, który z kolei stał za NIM. Ciemne, potargane włosy, łobuzerski uśmiech i oh trzymajcie mnie! Jeśli nie on jest dowodem na istnienie aniołów to nie wiem co nim jest. Wybił gong. Pozwolił mi zrobić pierwszy ruch, a potem poszło gładko. Przypominało to bardziej taniec niż jakąkolwiek walkę. Cios, unik, cios, unik. I tak dalej. Dostałam w żebra, cholera. On za to dostał w skroń. Po jakimś czasie stwierdził chyba, że koniec zabawy i zadał cios w bark, chcąc mnie ostatecznie powalić. Ale jak większość, nie docenił mnie. Zrobiłam unik ciągnąc go za głowę, potem łokciem w kark, kolanem w brzuch i Voila! Proszę Państwa tak oto pokonałam najgroźniejszego wojownika ha! Dziewczyny zaczęły wiwatować i wzięły mnie w ramiona. Roześmiana obróciłam się żeby napotkać rozbawiony wzrok anioła... A może to diabeł? Kto wie. Zdążyłam się jeszcze dowiedzieć, że Rudej też udało się wygrać wszystkie rundy.

***
Wiecie co się równa pięciu wygranym walkom? Ból. Cholerny ból. Przez następną godzinę zanim mogłam się ruszyć opatrywali mnie fachowcy. Z dziewczynami umówiłyśmy się na kolacje o 23, Rudą wypuścili jakieś dziesięć minut temu, więc zostałam sama. Oprócz mnie było jeszcze paru poszkodowanych. Kiedy zmierzałam do wyjścia, poczułam czyjąś rękę na ramieniu, na szczęście nie tym które tyle oberwało, bo bym zabiła. Odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z nim.
- Przyszedłeś po więcej? - zaśmiałam się rozkosznie, udając że nic mnie nie boli. Uśmiechnął się tylko i zbliżył jeszcze bardziej, dzieliły nas dosłownie milimetry. 
- Gratuluję wygranej. - hmm robi się ciekawie, ale czemu on musi być tak pociągający? To rozprasza.- Zdaje się, że jeszcze nie zostaliśmy sobie przedstawieni. Jestem Finn.
- Jas. - od kiedy to zasycha mi w gardle, co? 
- Widzimy się na kolacji, Nate musi coś z wami obgadać.
- Zapowiada się interesująco. W takim razie do zobaczenia. - odwróciłam się i ruszyłam w stronę wind. Nie odwracaj się. Nie odwracaj. Kurwa. Jasne, że się odwróciłam. Wciąż stał, i patrzył wprost na mnie. Uśmiechnęłam się tylko i poszłam dalej

sobota, 23 kwietnia 2016

8.

Daria


- Jak ja uwielbiam Vegas. - westchnęłam, wpatrując się w widok na miasto z tarasu, na którym odpoczywałam, popijając Hennessy. Przez ostatnią godzinę siedziałam, paliłam, piłam i myślałam o Jasmin, w sensie o tym kim jest. Do moich wątpliwości doszedł jeszcze fakt, że wiedziała o walkach. Postawiłam sobie za cel dowiedzenie się całej prawdy za wszelką cenę. Najlepiej zacząć od razu. Wyjęłam telefon z kieszeni i wysłałam SMS-a do Maddie, żeby przysłała do mnie Jasmin. Po kilku minutach usłyszałam pukanie do drzwi i spokojnym krokiem poszłam je otworzyć.
- Hej, chciałaś mnie widzieć? - fioletowowłosa miała na twarzy uśmiech od ucha do ucha, który trochę przygasł, kiedy odeszłam bez słowa w stronę salonu, oczekując, żeby podążyła za mną. Hauke usiadła na kanapie, podczas gdy ja stałam przy wyjściu na taras, obserwując ją uważnie. - To o co chodzi?
- To ja chciałabym wiedzieć o co chodzi.
- Nie rozumiem.
- Dobra, zapytam wprost kim jesteś?
- Jesteś pewna, że ktoś za mocno ci nie przyjebał? Straciłaś pamięć, czy co? - nienawidzę, gdy ktoś próbuje zrobić ze mnie idiotkę. Zazwyczaj nie kończy się to dla tej osoby dobrze, ale nie mogłam zrobić masakry w hotelu pełnym ludzi. Może i jestem zabójczynią, ale jeszcze nie psychopatką.
- Wiem, że nie jesteś zwykłą nastolatką, która od czasu do czasu lubi sobie wciągnąć kreskę czy dwie... Zwykłe nastolatki nie jeżdżą na targi broni, już nie mówiąc o tym, że nie dostają zaproszenia na nielegalne walki, na których pojawiają się gangi z całego świata. Zapytam więc jeszcze raz, kim jesteś?
- Czemu chcesz to wiedzieć?
- Ponieważ Maddie i Natalia są dla mnie jak rodzina i prędzej zginę niż pozwolę komuś je skrzywdzić.
- Myślisz, że mogłabym to zrobić? - Jasmin spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
- Skąd mogę wiedzieć, że nie skoro okłamywałaś nas od samego początku naszej znajomości!
- Miałam swoje powody!
- W takim razie słucham. - powiedziałam, siadając na fotelu naprzeciwko fioletowowłosej.
- Okej... Kiedy miałam 14 lat zwerbowali mnie do korporacji. Ci ludzię rządzą światem... Są wszędzie, w każdym kraju, każdym rządzie. Zaczęli mnie szkolić, najpierw podstawowo, a potem musiałam wybrać w jakim kierunku chcę iść. Wybrałam podziemię. Nauczyli mnie jak stać się niewidzialną, jak zabijać, kraść, kłamać. Ale wiesz... Nie każdy się do tego nadaje, ja urodziłam się po to by zabijać, więc to kiedy zacznę było tylko kwestią czasu. Przeniosłam się do LA, ponieważ ktoś nas wsypał chińskiej mafii i mieszkanie tam jest moim planem awaryjnym. Musiałam na trochę zniknąć... Wtedy w restauracji, dostałam zlecenie i dlatego tak wsiąkłam.
- Szczerze mówiąc... spodziewałam się czegoś za co mogłabym ci wpierdolić, jak na przykład gdybyś okazała się wtyczką.
- Możesz być pewna, że nią nie jestem i nie chcę zaszkodzić, ani tobie, ani dziewczynom, ani waszym interesom.
- Cóż, wygląda na to, że będę musiała ci zaufać i uwierzyć na słowo. - westchnęłam cicho. - Ale chcę, żebyś wiedziała, że nieważne jak bardzo się zaprzyjaźnimy, jedna krzywa akcja i nie żyjesz, jasne?
- Jak słońce...
- Świetnie, w takim razie chodźmy się zabawić, żeby trochę odpocząć przed jutrzejszymi walkami. - Jas pokiwała głową z aprobatą i równocześnie podniosłyśmy się z miejsc, kierując do wyjścia. Zamknęłam drzwi od pokoju, a potem windą zjechałyśmy na parter hotelu, gdzie znajdowała się restauracja/klub, gdzie czekały Maddie i Nat. Widząc lekko zmartwioną minę tej drugiej, przyśpieszyłam kroku. - Co się stało?
- Zwołali zebranie, podobno to sprawa życia i śmierci.
- Jak zwykle... - przewróciłam oczami. - Gdzie?
- W podziemiach tego hotelu... czemu to choć raz nie mogłoby być w jakiejś przytulnej knajpce tylko zawsze w piwnicach, czy podziemiach.
- Mnie nie pytaj. - wzruszyłam ramionami. - Maddie wtajemnicz na szybko Jas, nie ma czasu na procedury przyjęcia, a przyda nam się ktoś tak utalentowany jak ona.
- Między wami wszystko okej? - spytała brunetka, mierząc wzrokiem mnie i Hauke.
- Yup, a teraz chodźmy bo chcę się dowiedzieć o co chodzi i odpocząć przed jutrzejszymi walkami... Każda ma broń? - kiedy dziewczyny pokiwały głowami, na szybko zamówiłam u barmana szklankę szkockiej i wypiłam ją na raz. - Teraz możemy iść. - Natalia zaprowadziła nas do wejścia na schody, prowadzące w dół, gdzie stało dwóch ochroniarzy, którzy mieli głupie uśmiechy na twarzach, chyba myśląc o "sprawdzeniu" nas. - Tylko spróbuj dotknąć mnie, albo którejś z nich i przysięgam, że nie będziecie w stanie normalnie się załatwiać do końca życia. Niemal od razu odskoczyli jak oparzeni, wywołując ciche śmiechy u dziewczyn. Powoli zeszłyśmy po schodach, gdyż była tam tylko jedna jebana lampka, która świeciła jakby chciała, a nie mogła i znów natrafiłyśmy na ochroniarza, który bez zbędnych gestów zaprowadził nas pod drzwi, za którymi zebrały się największe szumowiny jakie zrodziła Ameryka. Weszłyśmy do środka pewnym krokiem i wszystkie rozmowy ucichły, a spojrzenia powędrowały na nas. Bez słowa usiadłam u szczytu długiego stołu, dziewczyny po obydwu moich stronach i rozejrzałam się po zgromadzonych. Nikt nie przykuł mojej uwagi, te same stare, pełne skurwysyństwa twarze, oprócz JEGO. Siedział dokładnie naprzeciwko mnie, przy drugim krańcu stołu, co wyrażało, że jesteśmy najsilniejsi i mamy największą władzę wśród obecnych. Ciemne włosy, nieziemsko brązowe oczy i te usta, które kiedyś dawały mi tyle przyjemności, wyginające się w łobuzerski uśmiech. Nate Maloley, jeden z najgroźniejszych gangsterów na świecie (chociaż ma zaledwie 25 lat), a prywatnie mój były chłopak. Jak to się stało, wytłumaczę później. - Czy możemy zaczynać, mam lepsze rzeczy do roboty niż siedzenie tutaj i patrzenie na wasze krzywe mordy.
- Lepiej uważaj na słowa. - odezwał się szef gangu z Alaski.
- Bo co mi zrobisz? - uniosłam brwi do góry, kiedy chciał coś odpowiedzieć i momentalnie się zamknął. 
- Nie denerwuj się księżniczko. - mój wzrok automatycznie powędrował w stronę Nate'a, który puścił mi oczko, na co prychnęłam i pokazałam mu środkowy palec. - Nic się nie zmieniłaś.
- Ty też, wciąż jesteś tym samym dupkiem co kiedyś.
- Może i tak, ale mam informacje, które mogą zainteresować wszystkich, a ciebie szczególnie.
- Co ty możesz wiedzieć, czego ja nie wiem? - zaśmiałam się bez krzty humoru, patrząc na bruneta z kpiną wypisaną na twarzy. 
- Sama się przekonasz. - powiedział i kiwnął głową do jednego ze swoich towarzyszy, który miał na kolanach laptopa, podłączonego do projektora. Wszyscy spojrzeli na ekran, gdzie zaczęły pojawiać się zdjęcia facetów, zrobione z ukrycia. Wśród nich rozpoznałam kilku członków ruskiej mafii. - Niedawno, dotarły do nas słuchy, że Romanov ma wśród swoich nowego człowieka, jak się okazało nie jest to jakiś nowicjusz, ale ktoś kogo wszyscy bardzo dobrze znamy... Stephan Rodriquez proszę państwa.
Kiedy usłyszałam to imię i nazwisko i zobaczyłam na ekranie twarz człowieka, którego nienawidzę bardziej niż kogokolwiek na świecie momentalnie mnie zatkało. Całe moje ciało zastygło w bezruchu, a spojrzenia wszystkich spoczęły na mnie. Czemu zawsze wszystko musi się spieprzyć?

czwartek, 14 kwietnia 2016

7

Jasmin


Środa minęła szybko kończąc się kolejną imprezą z dziewczynami w Heaven. Zaczęłam mieć wątpliwości, miałam zniknąć, wtopić się w tłum, a zamiast tego zadaje się z gangiem. Czy ja mogę być choć raz normalna i nie pakować się w kłopoty? Chyba nie ehh. Czwartek mijał podobnie, ale dziś postanowiłam przystopować, tutaj nie mam nikogo kto dałby mi fory w szkole, więc muszę się choć trochę dostosować. Idąc plażą przy zachodzie słońca cały czas rozważałam wszystkie za i przeciw, odnośnie wszystkiego co się dowiedziałam. Podsumowując... Jestem tu czwarty dzień i już wiem, że nie chce stąd wyjeżdżać, chyba odnalazłam rodzinę... Hm jeśli tylko Ruda mnie zaakceptuje. Od mojego drogiego Pana X dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, otóż wydał nas najlepszy zabójca korporacji, dołączył do chińskiej mafii. To oni nas ścigają. Dobrą wiadomością było to, że ludzie którzy mnie znaleźli nie należą do mafii, w ogóle nigdzie już nie należą, spoczywają spaleni głęboko pod ziemią, czyli mnie nie mają. Chińczycy nie mają pojęcia o moim istnieniu. Jestem na razie bezpieczna, ale jest to też minusem bo zostałam odcięta od żywego kontaktu z korporacją, do porozumiewania się został nam tylko darknet. Ale lepsze to niż nic. I jeszcze jedna rzecz... W Vegas są coroczne walki, i tak się składa, że jestem zaproszona. Już jutro. Dobrze, że przez cały ten tydzień udało mi się choć trochę poćwiczyć. Bo na ringu będę zdana tylko na siebie. Ah jak ja za tym tęskniłam. W zeszłym roku wygrałam na nich 2 mln. Ciekawe jak będzie w tym.

***
Idąc korytarzem zauważyłam blondyna. O taak, tego blondyna. On też mnie zauważył. Uśmiechnęłam się tylko i skręciłam wchodząc równo z dzwonkiem do klasy. Okazało się, że mamy akurat wolną lekcje, więc przysunęłam się do dziewczyn. Jak tylko mnie zobaczyły przerwały.
- Hej, jak tam?
- Wszystko dobrze. - odpowiedziała Ruda. Wszystkie trzy spojrzały po sobie niepewnie.
- To jak, jedziecie do Vegas? - zapytałam, po czym odpowiedziały mi trzy zdumione okrzyki.
- Skąd o tym wiesz? - spytała przejęta Nikki.
- A wiecie, ma się swoje wtyki. - uśmiechnęłam się, spokojnie wytrzymując podejrzliwy wzrok Darii. 
- Super! Będę cie dopingować! Ja nie startuje więc wiesz. - tylko Maddie była na prawdę ucieszona.
Nie bardzo się tym przejmowałam kiedy parę godzin później jechałam spakowana do Vegas. Zameldowałam się w hotelu dla uczestników, po drodze zapukałam do pokoju 415, miałam się tam zarejestrować. 
- Dobry. - powiedziałam z uśmiechem, widząc znajomą twarz. Sofia, była to jedna z organizatorek, dzięki niej miałam tu wstęp, również należała do korporacji. Uścisnęła mnie i od razu zapytała:
- Ile stawiasz? Przepraszam, że nie mogę ci teraz poświęcić więcej czasu, ale mamy chwile tylko na to, mamy tylu uczestników, że nie wyrabiam. 
- Sto tysiaków. - zapisała to na papierze przy moim nazwisku.
- Wiesz, że gdybym mogła stawiać to stawiałabym na ciebie.
- Jasne. - rozległo się pukanie drzwi i wszedł jakiś chłopak.
- Eh no cóż, jak widzisz musisz już iść, ale znajdę cię przed eliminacjami, trzymaj sie. - przytuliła mnie jeszcze raz i zwróciła w stronę chłopaka. Zamknęłam za sobą drzwi i poszłam do swojego pokoju. Dzisiaj odbywały się tylko eliminacje, składały się z trzech walk, przegraj którąkolwiek z nich, a wracasz bez niczego, no może z wieloma siniakami, ewentualnie już nie wracasz bo przecież trupy jeszcze nie chodzą. Sofia znalazła mnie w wyznaczonej strefie dla zawodników, wszędzie były takie tłumy, że ledwo ją zobaczyłam. Obwiązywała mi właśnie ręce bandażami kiedy dostrzegłam znajome rude włosy. 
- Mam do ciebie tylko jedną prośbę Sofia, nie pozwól żeby mnie wsadzili na ring z tą rudą. Proszę.
- Nie ma problemu. - w końcu to ona ustawiała sparingi. Wybił gong, oznajmiający pierwszą rundę. Ustawili mnie z jakimś tępym osiłkiem. Łatwizna. Dwie minuty i czterdzieści pięć sekund. Przez jakiś czas pewnie będzie ślepy, biedaczek. Następne dwie rundy poszły tak samo łatwo, po wygraniu ostatniej kątem oka zobaczyłam jak Ruda powala ostatniego zawodnika, wyczuła mój wzrok i spojrzała się, uśmiechnęłyśmy się do siebie zadowolone, kiwnęłam jej głową na znak aprobaty, na co odpowiedziała mi tym samym. Pomimo tego, że wygrałam, to nie wyszłam z tego bez szwanku, jutro będę miała sporo siniaków ot co. 

***
Westchnęłam zanurzając się w wielkiej wannie po środku równie wielkiej łazienki. O taak, tylko tego trzeba po trzech rundach. Poszło dobrze, zresztą co tu się dziwić. Przecież startuje w nich od dwóch lat, a szkolona byłam od czterech. Po walkach udało mi się tylko dogadać z dziewczynami, że spotkamy się na śniadaniu. Z tego co zdążyłam zauważyć to Ruda też trochę oberwała. Nikt nie wyjeżdża z Vegas bez szwanku. Takie życie. Przypomniałam sobie jak wszystko się zaczęło. Jak marzenia stały się rzeczywistością. Urodziłam się by zabijać. Tak jak niektórzy rodzą się po to żeby mieć rodzinę, pracować w kwiaciarni czy mieć własną firmę, chuj wie co jeszcze ludzie sobie wymyślą. I tak każdy kończy tak samo, bierze kredyt a potem się wiesza, i nieważne czy zawiśnie mentalnie czy fizycznie. I tak już nie żyje. Nigdy nie chciałam takiego życia. Wiedziałam, że czeka na mnie inne. Niebezpieczne, ale za to jakie cudowne... Czemu cudowne pewnie pytasz... Otóż robiąc coś niecodziennego przestajesz być szarą masą, i to jest to, co daje ci każdego dnia jutro. Tak, to jest przyszłość. Z tymi myślami przeniosłam się do łóżka, i po jakimś czasie zasnęłam.