Jasmin
Środa minęła szybko kończąc się kolejną imprezą z dziewczynami w Heaven. Zaczęłam mieć wątpliwości, miałam zniknąć, wtopić się w tłum, a zamiast tego zadaje się z gangiem. Czy ja mogę być choć raz normalna i nie pakować się w kłopoty? Chyba nie ehh. Czwartek mijał podobnie, ale dziś postanowiłam przystopować, tutaj nie mam nikogo kto dałby mi fory w szkole, więc muszę się choć trochę dostosować. Idąc plażą przy zachodzie słońca cały czas rozważałam wszystkie za i przeciw, odnośnie wszystkiego co się dowiedziałam. Podsumowując... Jestem tu czwarty dzień i już wiem, że nie chce stąd wyjeżdżać, chyba odnalazłam rodzinę... Hm jeśli tylko Ruda mnie zaakceptuje. Od mojego drogiego Pana X dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, otóż wydał nas najlepszy zabójca korporacji, dołączył do chińskiej mafii. To oni nas ścigają. Dobrą wiadomością było to, że ludzie którzy mnie znaleźli nie należą do mafii, w ogóle nigdzie już nie należą, spoczywają spaleni głęboko pod ziemią, czyli mnie nie mają. Chińczycy nie mają pojęcia o moim istnieniu. Jestem na razie bezpieczna, ale jest to też minusem bo zostałam odcięta od żywego kontaktu z korporacją, do porozumiewania się został nam tylko darknet. Ale lepsze to niż nic. I jeszcze jedna rzecz... W Vegas są coroczne walki, i tak się składa, że jestem zaproszona. Już jutro. Dobrze, że przez cały ten tydzień udało mi się choć trochę poćwiczyć. Bo na ringu będę zdana tylko na siebie. Ah jak ja za tym tęskniłam. W zeszłym roku wygrałam na nich 2 mln. Ciekawe jak będzie w tym.
***
Idąc korytarzem zauważyłam blondyna. O taak, tego blondyna. On też mnie zauważył. Uśmiechnęłam się tylko i skręciłam wchodząc równo z dzwonkiem do klasy. Okazało się, że mamy akurat wolną lekcje, więc przysunęłam się do dziewczyn. Jak tylko mnie zobaczyły przerwały.
- Hej, jak tam?
- Wszystko dobrze. - odpowiedziała Ruda. Wszystkie trzy spojrzały po sobie niepewnie.
- To jak, jedziecie do Vegas? - zapytałam, po czym odpowiedziały mi trzy zdumione okrzyki.
- Skąd o tym wiesz? - spytała przejęta Nikki.
- A wiecie, ma się swoje wtyki. - uśmiechnęłam się, spokojnie wytrzymując podejrzliwy wzrok Darii.
- Super! Będę cie dopingować! Ja nie startuje więc wiesz. - tylko Maddie była na prawdę ucieszona.
Nie bardzo się tym przejmowałam kiedy parę godzin później jechałam spakowana do Vegas. Zameldowałam się w hotelu dla uczestników, po drodze zapukałam do pokoju 415, miałam się tam zarejestrować.
- Dobry. - powiedziałam z uśmiechem, widząc znajomą twarz. Sofia, była to jedna z organizatorek, dzięki niej miałam tu wstęp, również należała do korporacji. Uścisnęła mnie i od razu zapytała:
- Ile stawiasz? Przepraszam, że nie mogę ci teraz poświęcić więcej czasu, ale mamy chwile tylko na to, mamy tylu uczestników, że nie wyrabiam.
- Sto tysiaków. - zapisała to na papierze przy moim nazwisku.
- Wiesz, że gdybym mogła stawiać to stawiałabym na ciebie.
- Jasne. - rozległo się pukanie drzwi i wszedł jakiś chłopak.
- Eh no cóż, jak widzisz musisz już iść, ale znajdę cię przed eliminacjami, trzymaj sie. - przytuliła mnie jeszcze raz i zwróciła w stronę chłopaka. Zamknęłam za sobą drzwi i poszłam do swojego pokoju. Dzisiaj odbywały się tylko eliminacje, składały się z trzech walk, przegraj którąkolwiek z nich, a wracasz bez niczego, no może z wieloma siniakami, ewentualnie już nie wracasz bo przecież trupy jeszcze nie chodzą. Sofia znalazła mnie w wyznaczonej strefie dla zawodników, wszędzie były takie tłumy, że ledwo ją zobaczyłam. Obwiązywała mi właśnie ręce bandażami kiedy dostrzegłam znajome rude włosy.
- Mam do ciebie tylko jedną prośbę Sofia, nie pozwól żeby mnie wsadzili na ring z tą rudą. Proszę.
- Nie ma problemu. - w końcu to ona ustawiała sparingi. Wybił gong, oznajmiający pierwszą rundę. Ustawili mnie z jakimś tępym osiłkiem. Łatwizna. Dwie minuty i czterdzieści pięć sekund. Przez jakiś czas pewnie będzie ślepy, biedaczek. Następne dwie rundy poszły tak samo łatwo, po wygraniu ostatniej kątem oka zobaczyłam jak Ruda powala ostatniego zawodnika, wyczuła mój wzrok i spojrzała się, uśmiechnęłyśmy się do siebie zadowolone, kiwnęłam jej głową na znak aprobaty, na co odpowiedziała mi tym samym. Pomimo tego, że wygrałam, to nie wyszłam z tego bez szwanku, jutro będę miała sporo siniaków ot co.
***
Westchnęłam zanurzając się w wielkiej wannie po środku równie wielkiej łazienki. O taak, tylko tego trzeba po trzech rundach. Poszło dobrze, zresztą co tu się dziwić. Przecież startuje w nich od dwóch lat, a szkolona byłam od czterech. Po walkach udało mi się tylko dogadać z dziewczynami, że spotkamy się na śniadaniu. Z tego co zdążyłam zauważyć to Ruda też trochę oberwała. Nikt nie wyjeżdża z Vegas bez szwanku. Takie życie. Przypomniałam sobie jak wszystko się zaczęło. Jak marzenia stały się rzeczywistością. Urodziłam się by zabijać. Tak jak niektórzy rodzą się po to żeby mieć rodzinę, pracować w kwiaciarni czy mieć własną firmę, chuj wie co jeszcze ludzie sobie wymyślą. I tak każdy kończy tak samo, bierze kredyt a potem się wiesza, i nieważne czy zawiśnie mentalnie czy fizycznie. I tak już nie żyje. Nigdy nie chciałam takiego życia. Wiedziałam, że czeka na mnie inne. Niebezpieczne, ale za to jakie cudowne... Czemu cudowne pewnie pytasz... Otóż robiąc coś niecodziennego przestajesz być szarą masą, i to jest to, co daje ci każdego dnia jutro. Tak, to jest przyszłość. Z tymi myślami przeniosłam się do łóżka, i po jakimś czasie zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz