Jasmin
- O co w tym wszystkim chodzi? - siedziałyśmy z Maddie na łóżku w jej pokoju. Sprawy potoczyły się szybko, widać było, że Ruda doznała nie małego szoku, potem rozejrzała się, wstała i wyszła. Nikt nie próbował jej zatrzymywać i dobrze, podejrzewam, że źle by się do dla niego skończyło, ktokolwiek by to nie był.
- To dość pogmatwane... - brunetka szukała odpowiednich słów. - A ja i tak niewiele wiem... Tylko tyle, że ten cały Rodriguez to jej ojciec.
- Nie pierdol! - spodziewałam się wszystkiego, ale jak widać tego nie.
- Mówię serio, ale więcej nie wiem, mam nadzieje, że Ruda nam o nim opowie. W końcu musimy wiedzieć z kim zaczęła się wojna.
- No, przydałoby się. A ten gość co siedział na drugim końcu stołu?
- Ah tak, Nate. Ma swój gang, równie niebezpieczny co my, ale odkąd zerwali staramy się nie wchodzić sobie w drogę.
- Oj, pogmatwane, o tym też Ruda musi co nie co opowiedzieć. - stwierdziłam.
- A żebyś wiedziała, że musi. Ja nie wiem nawet połowy, ogarniasz? Znamy się tyle lat... - temat zszedł na bardziej luźniejszy, wraz z nim kończyłyśmy butelkę.
***
O dziwo obudziłam się we własnym łóżku, na szczęście kac mnie ominął. Pierwszy ruch już mnie tak nie cieszył, wszystko mnie bolało ughh. Poboli i przestanie, tak czy inaczej, akurat ten ból jest tego jak najbardziej warty. Na biurku znalazłam kopertę:
,,Serdecznie gratulujemy zakwalifikowania się do pierwszego etapu elitarnych walk Vegas. Dzisiaj weźmiesz udział w pięciu walkach. Rozpoczęcie o 7 wieczorem. Spóźnienie równe jest całkowitej dyskwalifikacji."
- Milutko. - mruknęłam sama do siebie. Zdążyłam akurat wyjść spod prysznica, kiedy rozległo się pukanie do drzwi.
- Nie uwierzysz czego się dowiedziałam! - powitała mnie Maddie.
- Mhm. - mruknęłam tylko i zaczęłam poszukiwania czegoś ładnego na śniadanie. Bingo! Czarna, jedwabna i zwiewna sukienka do ziemi, ale oczywiście z dekoltem i rozcięciem prawie do biodra.
Maddie pałaszowała w mini barze podczas gdy ja się ubierałam.
- Woow! Bosko!
- Nie przesadzaj, sama wyglądasz nie gorzej. - obcisłe jeansy i krótka bluzka robiły swoje.
- Hehe, no wiem. - skromna Maddie, haha. Śmiejąc się, wyszłyśmy i ruszyłyśmy do windy.
- A no właśnie, to czego takiego ważnego się dowiedziałaś?
- Oh tak! No więc... Jakby ci to powiedzieeeć... Ustawili cie na ringu z jednym z chłopców Nate'a.
- Okej? W czym problem?
- Jeszcze pytasz!? Jego ludzie są nie do pokonania, inaczej by już dawno nie żyli. - moja nowa przyjaciółka wydawała się być naprawdę przejęta.
- Ej, chyba mnie nie doceniasz. Zresztą, przyjdź o czasie to się sama przekonasz. - zaśmiałam się.
Śniadanie minęło w dość przyjemnej atmosferze, wyszło na to, że Ruda jednak mnie zaakceptowała.
***
Poszłyśmy z dziewczynami do spa, potem na obiad i tak szybko czas zleciał. Godzinę przed rozpoczęciem każda z nas była już u siebie. Szybko się ogarnęłam, przebrałam i zaczęłam rozgrzewać. Tylko idiota wychodzi na ring bez rozgrzewki. Zostało mi piętnaście minut. Dobra pora się zbierać. - pomyślałam. Na salach panował wielki tłok, zresztą jak co roku. Natalia wypatrzyła mnie pośród tych wszystkich ludzi i zaciągnęła do dziewczyn.
- Gotowa? - zapytała Ruda, której Nati obwiązywała właśnie ręce.
- Pewnie! - i w sumie to była to prawda, byłam bardziej niż gotowa, byłam super gotowa haha.
Maddie chwyciła za bandaże i wzięła się za moje ręce.
- Dzięki! - powiedziałam, usiłując przekrzyczeć hałas.
- Do usług! - zasalutowała ze śmiechem. Godzinę później byłam już po czterech walkach. Nie było tak źle. Trochę oberwałam, najbardziej w bark który zaczynał już sinieć, ale wciąż się trzymałam. Wybił gong. Czas na porządną konkurencje. Ruszyłam w stronę ringu nr. 4, zgrabnie się na niego wślizgnęłam i oniemiałam z wrażenia. Ale chwila, po kolei. Za plecami miałam dziewczyny, Ruda mierzyła się wzrokiem z Natem, który z kolei stał za NIM. Ciemne, potargane włosy, łobuzerski uśmiech i oh trzymajcie mnie! Jeśli nie on jest dowodem na istnienie aniołów to nie wiem co nim jest. Wybił gong. Pozwolił mi zrobić pierwszy ruch, a potem poszło gładko. Przypominało to bardziej taniec niż jakąkolwiek walkę. Cios, unik, cios, unik. I tak dalej. Dostałam w żebra, cholera. On za to dostał w skroń. Po jakimś czasie stwierdził chyba, że koniec zabawy i zadał cios w bark, chcąc mnie ostatecznie powalić. Ale jak większość, nie docenił mnie. Zrobiłam unik ciągnąc go za głowę, potem łokciem w kark, kolanem w brzuch i Voila! Proszę Państwa tak oto pokonałam najgroźniejszego wojownika ha! Dziewczyny zaczęły wiwatować i wzięły mnie w ramiona. Roześmiana obróciłam się żeby napotkać rozbawiony wzrok anioła... A może to diabeł? Kto wie. Zdążyłam się jeszcze dowiedzieć, że Rudej też udało się wygrać wszystkie rundy.
***
Wiecie co się równa pięciu wygranym walkom? Ból. Cholerny ból. Przez następną godzinę zanim mogłam się ruszyć opatrywali mnie fachowcy. Z dziewczynami umówiłyśmy się na kolacje o 23, Rudą wypuścili jakieś dziesięć minut temu, więc zostałam sama. Oprócz mnie było jeszcze paru poszkodowanych. Kiedy zmierzałam do wyjścia, poczułam czyjąś rękę na ramieniu, na szczęście nie tym które tyle oberwało, bo bym zabiła. Odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z nim.
- Przyszedłeś po więcej? - zaśmiałam się rozkosznie, udając że nic mnie nie boli. Uśmiechnął się tylko i zbliżył jeszcze bardziej, dzieliły nas dosłownie milimetry.
- Gratuluję wygranej. - hmm robi się ciekawie, ale czemu on musi być tak pociągający? To rozprasza.- Zdaje się, że jeszcze nie zostaliśmy sobie przedstawieni. Jestem Finn.
- Jas. - od kiedy to zasycha mi w gardle, co?
- Widzimy się na kolacji, Nate musi coś z wami obgadać.
- Zapowiada się interesująco. W takim razie do zobaczenia. - odwróciłam się i ruszyłam w stronę wind. Nie odwracaj się. Nie odwracaj. Kurwa. Jasne, że się odwróciłam. Wciąż stał, i patrzył wprost na mnie. Uśmiechnęłam się tylko i poszłam dalej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz