piątek, 28 lipca 2017

15

Maddie

Nasz ulubiony dzień w roku właśnie nadchodził, więc oczywiście trzeba było zorganizować wielką imprezę, pomimo ostatnich zdarzeń.. Daria obdzwoniła znajomych, ja wydrukowałam ulotki i porozdawałam w szkole, Jas za to musiała ogarnąć jakiś dobry lokal i wybrała naszą starą villę na obrzeżach Cali. Odludzie ale przynajmniej nic nie będzie przeszkadzać sąsiadom. Przygotowania póki co szły zgodnie z planem. A Halloween było coraz bliżej, czas wybrać kostium. Zadzwoniłam do Johna, z którym ostatnio się zaprzyjaźniłam, w sumie był całkiem niezłym facetem, żeby pomógł mi coś wybrać. Gdy przyjechał czekałam na niego w pokoju.
-Witaj śliczna-powiedział stając w progu.
-Oj już nie podlizuj się tylko mi pomóż.- wzięłam dwa kostiumy do obu rąk i pomachałam mu przed twarzą.- Lepsza intrygująca pielęgniarka czy pociągająca wampirzyca? 
-Hmm, no nie wiem chyba stawiałbym na wampirzyce, jest seksowniejsza i więcej odsłania. - uśmiechnął się zadziornie.
-Echh to wezmę pielęgniarkę- rzuciłam w niego strojem wampira.
-Jesteś okropna..
-To ty jesteś okropny.- posłałam mu spojrzenie nienawiści ale on tylko się zaśmiał.
-Urocza jesteś jak się złościsz. 
-Ja się jeszcze nie zezłościłam- prychnęłam- Nie chciałbyś widzieć mnie zdenerwowanej.

Wieczorem wszyscy spotkaliśmy się przed villą. Daria przebrana była za diabełka, miała na sobie czerwoną, obcisłą miniówkę, wysokie, czerwone szpilki i rożki diabełka, zgaduję zaś, że kostium Nate'a to swojego rodzaju szatan. Dobrana para. Jas była wiedźmą, w czarnym gorsecie i mini z gotyckimi falbankami, buty sięgały jej do połowy uda. Wyglądała nieziemsko, a do tego jej pofarbowane na ciemno włosy z fioletowymi i granatowymi pasemkami, dodawały jej seksapilu. Stojący za nią Finn był mrocznym panem śmierci. Ja miałam na sobie biały zakrwawiony fartuszek, białe zakolanówki i czerwone vansy, do tego dodałam maseczkę ochronną również we krwi. John za to przebrał się za.. Gościa w czarnym garniturze..? Oooo może to MIB! Weszliśmy do środka i zajęliśmy się przydzielonym nam obowiązkom. Godzinę później impreza już się zaczęła i ludzie powoli się zjeżdżali. W wielkim salonie była kula dyskotekowa odbijająca jakby tysiące światełek, sam pokój jak i większa część domu była przyciemniona do ciemnego fioletu, atmosfera była wspaniała. Za następną godzinę, czyli koło 22 poleciał alkohol, zabawa zaczęła się rozkręcać. Z tego co widziałam wszyscy dobrze się bawili, zwłaszcza dziewczyny, w końcu mogły się wyluzować. Nie będę kłamać, moja robota w gangu jest najmniej stresująca, za to na dziewczyny spadało wszystko co najgorsze. Cieszyłam się, że chociaż dzisiaj możemy odpocząć od tego całego mordowania i ciągłej walki. Niestety nie wszystko w tej robocie jest przyjemne. Zwłaszcza jak trzeba zabić kogoś kogo się znało od dzieciństwa. Czas szybko leciał a wszyscy wyczekiwali godziny 24, z powodu pokazu fajerwerk jaki miał się odbyć. Nagle poczułam chęć na papierosa, więc wyszłam na dwór i wyciągnęłam jednego z kieszeni, niestety nigdzie nie mogłam znaleźć mojej zapalniczki. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam jakąś dziewczynę, która też właśnie poszła zapalić. 
-Hej, masz może ognia? - zapytałam podchodząc do niej, gdy odwróciła się do mnie twarzą uśmiechnęłam się pod nosem. Też  była przebrana za pielęgniarkę, miała maskę, obecnie zsuniętą na szyję, trzy fioletowe brylanciki przyklejone do skroni, jedno czerwone, drugie żółte oko, muszę przyznać, że całokształt jej stroju bił na głowę moją, zdzirowatą, morderczą pielęgniareczkę. 
-Pewnie- uśmiechnęła się i wyjęła ze swojego kitla zapalniczkę, po czym ją przysunęła w moim kierunku i zapaliła.
-Dziękuję- powiedziałam zaciągając się. 
-Też już nie możesz znieść tego tłumu- zapytała i popatrzyła na mnie. Muszę przyznać, że jej twarz wydała mi się znajoma, pewnie chodzimy razem do szkoły. Miała krótkie, obcięte na chłopaka, blond włosy, które  podkreślały dobrze zarysowaną szczękę. Nie była wysoka, na oko trochę ponad metr sześćdziesiąt. 
-Między innymi. Nie przepadam za aż tak dużymi imprezami, chociaż nie jest tak źle.-uśmiechnęłam się. - Matylda- wyciągnęłam do niej rękę, którą od razu uścisnęła. Miała ciepłe dłonie, w przeciwieństwie do mnie, ja zawsze mam lodowate.
-Aleksandra, ale mów mi Alex.- na chwilę zapadła niezręczna cisza.- Organizujesz tą imprezę, prawda? 
-Razem z przyjaciółmi, owszem. Niestety będę musiała sprzątać cały ten bajzel.
-Hah, no tak- zaśmiała się, a jej śmiech był jak miód na moje uszy. Uśmiechała się niesamowicie. Coś było w niej co w dziwny sposób mnie intrygowało. Popatrzyła na mnie, szkoda, że nie mogłam zobaczyć jej prawdziwego koloru oczu. Na niebie zaczęły błyskać fajerwerki, odbijając się w jej soczewkach wyglądało to jeszcze piękniej niż zwykle. Moje rozmyślania przerwał krzyk, następną rzeczą jaką usłyszałam były strzały. -Zostań tu - krzyknęłam błagalnym tonem do dziewczyny, i pobiegłam do środka, ale gdy już miałam wchodzić uświadomiłam sobie, że może bezpieczniej będzie jak pójdzie ze mną. Cofnęłam się, chwyciłam blondynkę za rękę i pobiegłam z nią do środka. Kierowałam się w stronę górnego piętra, po drodze spotkałam Jas i Rudą idących w przeciwną stronę.
-Idziemy zobaczyć o co chodzi, mam nadzieję, że to tylko jakiś wypadek, naprawdę przydałby się dzień wolnego od tych kurew!-krzyknęła Daria wyjmując broń spod sukienki, co również uczyniła Jasmin.
-Okej zaraz do was dołączę, zostawiłam broń na górze- zawołałam za nimi ale zniknęły już za drzwiami na zewnątrz.
Weszłam po schodach, wciąż trzymając dłoń dziewczyny. Skręciłam do pokoju i jak tylko się w nim znalazłam zamknęłam za nami drzwi.
-Siadaj- rozkazałam krótkowłosej szukając swojego pistoletu.
-Co tu się do cholery dzieję!?- wykrzyknęła po chwili.
Nie odpowiedziałam. Gdy tylko znalazłam broń, schowałam ją do kieszeni kitla i ruszyłam w stronę szafy. Udało mi się ją szybko przesunąć, bo była tylko zwykła atrapą. Na ścianie były małe prostokątne drzwi. Otworzyłam je i ukazał nam się mały pokoik. Azyl. Miałyśmy go w każdym domu, tak na wszelki wypadek. Odwróciłam się do niej.
-Wejdź do środka- powiedziałam a ona tylko popatrzyła na mnie jak na głupią. - WEJDŹ- mimo tego, że krzyknęłam ona wciąż siedziała na łóżku. Podeszłam do niej- To jest azyl. Jedyne miejsce w tym domu, w którym będziesz bezpieczna. Jeśli tam nie wejdziesz, a ten wystrzał pochodził z pistoletu to naprawdę, grozi ci niebezpieczeństwo. Nigdy tego nie robię ale proszę cię wejdź tam. - wyciągnęłam rękę w jej kierunku. Chwilę jej to zajęło ale mi zaufała i ją chwyciła. Pomogłam jej wejść do azylu.
-Masz jedzenie i picie, latarkę i parę innych rzeczy które mogą ci się przydać. - spojrzałam na nią ostatni raz i zamknęłam drzwiczki. Przesunęłam szafę na swoje miejsce i wyszłam z pokoju. Miałam nadzieje, że nikomu nic się nie stało.  Zbiegłam na dół i poszłam na dwór. Ludzie biegali w tą
 i z powrotem. Szukałam wzrokiem dziewczyn, które obecnie biły się z jakimiś facetami w maskach. Usłyszałam, że ktoś za mną jest. Szybko wyjęłam broń, odwróciłam się i wycelowałam prosto w jego głowę. Kolejna maska, taka sama jak u tamtych. Czarna, zasłaniająca twarz od czoła do nosa włącznie. Na czole widniał biały napis po rosyjsku 'смерть', co oznaczało 'śmierć'. Na moje szczęście lub też nie, mogłoby być fajnie, mężczyzna w ogóle się nie bronił, kiedy wycelowałam mu w nogę i strzeliłam potem strzelając w drugą. Odwróciłam się żeby sprawdzić jak radzą sobie dziewczyny ale z tego co widziałam również załatwiły swoich przeciwników. Spojrzałyśmy na siebie porozumiewawczo. Zaczęło się.