Maddie
Po dwóch godzinach walk z ulgą wyszłam z podziemia. Nienawidzę patrzeć jak ktoś obija twarze moim przyjaciółkom. Skierowałam się w stronę mojego pokoju. Otworzyłam drzwi i zdziwiona stanęłam w progu. Po kilku chwilach podeszłam do wspaniałego bukietu kwiatów postawionego na stoliku za łóżkiem. Pachniał cudownie, lecz kto mógłby wysłać mi kwiaty? Chyba nie znam osoby, obecnej tu, która zrobiłaby to bez rozkazu szefa. Jednym ruchem wyciągnęłam sztylet z paska przyczepionego do spodni. Przezorny zawsze ubezpieczony. Obeszłam pokój, sprawdzając wszystkie możliwe kąty. Byłam sama. Powąchałam róże jeszcze raz, cóż niezależnie kto mi je wysłał, wiedział dokładnie jakie kwiaty lubię, co mnie odrobinę przerażało. Moje zamyślenie przerwała Jas wbiegająca do mojego pokoju jakby już była naćpana.
* * *
Półtorej godziny wybierania idealnych kreacji zakończyło się wciągnięciem po kresce śniegu. Jas wyszła z pokoju ubrana w czarną suknie z trenem i gorsetem, którą idealnie pasowała do jej czarnych szpilek. Ja zaś założyłam czerwoną sukienkę do ziemi z rozcięciem sięgającym uda. Oczywiście, jak to ja, musiałam założyć do tak pięknej sukienki vansy.. Opuściłam pokój zamykając za nami drzwi. Jasmin poszła po dziewczyny, a ja skierowałam się w stronę podziemnej restauracji, w której miała odbyć się kolacja. Zeszłam po schodach w podskokach, niestety poślizgnęłam się na ostatnim schodku i wpadłam na chłopaka opierającego się o ścianę.
- Przepraszam! - pisnęłam przerażona ale ten tylko się zaśmiał i pomógł mi wstać.
- Wybacz, ale co cię tak śmieszy?
- A to, że należysz do najniebezpieczniejszego gangu w USA, a piszczysz jak pinkie pie.
- To jak piszczę nie ma najmniejszego związku z moją groźnością. - parsknęłam i odeszłam.
***
Weszłam do restauracji jako pierwsza. Kelner zaprowadził mnie do ośmioosobowego stołu, uśmiechnął się i zapytał czy czegoś potrzebuje.
- Nie, dzięki. - rzuciłam, rozprostowując sukienkę. Odwróciłam się w stronę wejścia, czekając na resztę. Gdy zobaczyłam bruneta, na którego wpadłam chwilę temu, idącego w moją stronę pomyślałam, że mnie śledzi, ale on bez słowa, uśmiechając się usiadł na przeciwko mnie. Rzuciłam mu mordercze spojrzenie.
- Czego tu szukasz? - zapytałam.
- Na pewno nie takiej naburmuszonej księżniczki jak ty.
- Po pierwsze nie jestem naburmuszona a po drugie nie jestem księżniczką, zwłaszcza dla ciebie.
On tylko się zaśmiał. Hmm coś miał w tym śmiechu.. Coś.. Cholernie irytującego. Jakieś dwadzieścia minut później wszyscy byli na swoich miejscach, a ja wciąż zabijałam bruneta wzrokiem, a przynajmniej próbowałam.
- Nate, nie przedstawisz nam swojego nowego podopiecznego? - zapytała któraś z dziewczyn.
- Ah tak. To jest John.
I tak potoczyła się reszta kolacji. Wszyscy rozmawiali, pili, jedli i bawili się. Niestety nie obyło się też bez kłótni. Nate i Ruda zawsze się kłócili.. Rozwścieczeni wyszli z sali i zapewne, jak to na ich relacje przystało, poszli na przeprosinowy numerek.. Albo dwa..
John w pewnym momencie lekko szturchnął moją nogę i posłał mi spojrzenie pełne pragnienia.
Cóż niezależnie jakim był dupkiem, jak na faceta jest całkiem niezły. Oblizałam wargi, a on od razu na to poleciał. Ehh.. Faceci. Napalone maszyny zdolne tylko do seksu.
- Ekhem wybaczcie ale chyba muszę.. Skorzystać z toalety. - powiedziałam wstając. Wychodząc wcale nie skierowałam się w stronę łazienki, lecz w zupełnie inną, prowadząca do mojego pokoju. W połowie drogi ktoś złapał mnie z rękę, odwróciłam się i oczywiście tak jak się spodziewałam zobaczyłam Johna.
- Dokąd się wybierasz księżniczko?
- Gdzieś gdzie ciebie nie ma.
- Nie bądź taka ostra słońce, bo jeszcze się poparzę.
- Ha ha ha. To nawet nie było śmieszne. - rzuciłam, wyrywając rękę. Szybkim krokiem doszłam do pokoju, otworzyłam drzwi i weszłam.
- Czego ty ode mnie chcesz? - zapytałam, kiedy chłopak wszedł za mną.
- Cóż, pomyślmy. Jestem facetem z potrzebami a ty bardzo mnie pociągasz.
- A ty mnie nie. Zrozum. Mój nienawistny wzrok do ciebie nie dociera?
- Nie rozumiem. Przecież jeszcze nic ci nie zrobiłem.
- Jeszcze? Czyli zamierzałeś?
- Nie, nie to miałem na myśli. Więc powiesz mi w końcu o co ci chodzi?
- Powiedzmy, że nie jestem taka jak dziewczyny, z którymi sypiasz.
- Łatwa?
- Nie głąbie. Zresztą co cię to obchodzi?! Wyjdź!
- Oj spokojnie, homo nie wiadomo hahaha.
- Powtórzę jeszcze raz i ostatni WYJDŹ !
- O boże. Nie chciałem.
- Wynoś się!- krzyknęłam i sięgnęłam po broń leżącą na półce celując prosto w jego głowę.
Wyszedł.