poniedziałek, 2 października 2017

16

Maddie

Przez ostatni tydzień nasza szkolna młodzież rozmawiała tylko o tym, jak straszna, w pozytywnym sensie, była nasza impreza. Wszyscy myśleli, że mężczyźni w maskach byli częścią przedstawienia. Może to i dobrze.. Daria wyjechała razem z Natem na zwiady. Mam nadzieje, że dowiedzą się czegoś przydatnego, a nie będą cały czas w łóżku. Właśnie skończyła się ostatnia lekcja, szkolne korytarze opustoszały, to tu to tam było słychać głosy. Weszłam do łazienki i oparłam ręce na zlewie, spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie, podkrążone oczy i potargane włosy. Ostatnio źle spałam, pewnie jak każda z nas. Wiemy co nas czeka, problem w tym, że nie wiemy kiedy. Wprawdzie przeżyłyśmy już ciężkie sytuacje ale to jest prawdziwe wyzwanie. Chciałabym powiedzieć, że wyjdziemy z tego bez szwanku, ale to nie prawda, będą ofiary. Może to być któraś z nas albo i nie. Echhh.. Zobaczymy. Usłyszałam otwierające się drzwi, odwróciłam się.
-Alex -wyrwało mi się. Nie widziałam jej od czasu, gdy kazałam jej wejść do tajnego pokoju. Co po dłuższym namyśle, stwierdziłam za dziwne i może trochę niezręczne.
-Cześć- przeszła koło mnie i podeszła do innej umywalki. Nastała cisza. Nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Przepraszam? Jak się czujesz? Czy po prostu udawać, że nic się nie stało.. Podniosła głowę. Ach, więc ma niebieskie oczy. Ładne. Bardzo. Wyglądały jak ocean podczas sztormu. Niebezpieczne i wciągające. Spojrzała na mnie wyczekująco, chyba zauważyła, że jej się przyglądam.
-Nie było cię ostatnio w szkole, prawda? - zapytałam.
-Tak..- wysuszyła ręce i ruszyła w stronę drzwi. -Byłam chora- wyprzedziła moje pytanie i wyszła. Wyszłam zaledwie sekundy później, ale już jej nie było. Za to wpadłam na Jas.
-Gdzie ty się szwendasz, czekam na ciebie i czekam- powiedziała.
-Sorry, sorry.
-Chodźmy- złapała mnie za rękę i poprowadziła do samochodu.



***



Po kilku godzinach chodzenia z Jasmin po mieście moje nogi wysiadały, nie dość, że byłam wszystkim wykończona psychicznie to ta mnie dobijała fizycznie.
-Kobieto, ja wiem, że musisz zrobić zakupy i takie tam, ale nie mogłaś poprosić kogoś innego?- zapytałam
-A niby kogo? - rzuciła mi mordercze spojrzenie- przecież Daria jeszcze nie wróciła, a w tym mieście nie ma nikogo normalnego.
- A Finn?
-Finn? Przecież nie będę z nim chodzić na zakupy. Nie jesteśmy parą. Łączą nas tylko zawodowe relacje.
-Okej okej. Wiem, że jesteśmy w gangu i każdy ma też jakąś prace na boku ale nie wiedziałam, że twój to dziwka- popatrzyła na mnie zszokowana a ja się tylko zaśmiałam- Żartuje Jas. A w ogóle co u niego słychać?
- Nie wiem nie gadałam z nim ostatnio- pewnie dlatego była na niego zła..- A tak przy okazji o co chodzi z Alex, widziałam ją po drodze do łazienki, nie wyglądała na szczęśliwą.
-Sama nie wiem.. Może chodzi jej o to, że zamknęłam ją w azylu w Halloween..
-Serio! To była ona? Myślałam, że prędzej, któregoś dnia, sama tam się schowasz, ale nie spodziewałabym się, że wpuścisz tam kogokolwiek. Zwłaszcza dziewczynę- spojrzała na mnie pytająco.
-To nie tak jak myślisz. Ja po prostu czuję jakbym już ją znała. Wiesz w poprzednim życiu czy coś. To głupio brzmi, ale powinnaś to zrozumieć.
-Rozumiem rozumiem. Ale co w niej takiego jest?
-Kurcze.. Nie wiem, to po prostu niewytłumaczalne. Chciałabym ją bliżej poznać, zaprzyjaźnić się z nią.
-Tylko zaprzyjaźnić- uśmiechnęła się pod nosem.
-TAK, tylko zaprzyjaźnić. Co ty sobie myślisz.
-Dobra dobra.
Wreszcie po kilku godzinach zakupów dotarłyśmy z powrotem do samochodu i wróciłyśmy do domu Jas. Leżałyśmy na łóżku i oglądałyśmy kiedy właśnie zadzwoniła Daria.
-Cześć Rudzielcuuu!- przywitałyśmy ją- Dowiedzieliście się czegoś?
-Cześć dziewczyny. - po jej głosie słychać było, że nie jest zadowolona.- Tak, zaraz się wszystkiego dowiecie.



***



Minął kolejny tydzień i następny, i jeszcze jeden. Nie było tragicznie ale było źle. W przeciągu ostatniego miesiąca nie dostaliśmy żadnych nowych wieści od Darii i Nate.  Rosyjska mafia jak na razie siedziała cicho, ale to tylko cisza przed burzą. Nasza ukochana para miała opracowywać plan, ale myślę, że wszyscy wiemy co tak na prawdę robią. Oni mieli małe 'wakacje', w przeciwieństwie do całej reszty, a my, no przynajmniej ja, codziennie kisiłam się w szkole i umierałam z nudów, a w między czasie, z innych, równie interesujących, powodów. Mimo, że chciałabym trochę odpocząć, od wszystkiego, to okropnie jest siedzieć w miejscu ze świadomością, że ojciec Rudej się do nas zbliża. Mam nadzieję, że mamy jeszcze trochę czasu zanim do nas trafi.. Ech nie powinnam ciągle się tym zamartwiać, wiem, że sobie jakoś poradzimy. Wszechświecie czy mógłbyś mi zesłać inny, lepszy powód do zajęcia mojej głowy..?! Gdy tylko w myślach wypowiedziałam te słowa, Alex weszła do klasy. Kurde, ale nie o to mi chodziło.. Niby był moment jak ze sobą znowu rozmawiałyśmy i udało mi się ją lepiej poznać, ale potem 'urwał' nam się kontakt, w rzeczywistości po prostu zaczęła mnie unikać i przestała do mnie pisać. Wciąż się przyłapuję na tym, że gdy zawibruje mi telefon, mam nadzieje, że to ona. Jest naprawdę świetną osobą. Czuję się jakby złamała mi serce, mimo, że nic do niej nie czuję, jest tylko dobrym materiałem na przyjaciółkę. Przyjaciele łamią sobie serca, prawda?
No nieważne.
-Panno Vaccine, znowu się pani spóźniła - powiedziała ozięble profesorka.
-Wiem, przepraszam, już się to nie powtórzy- usiadła w ostatnim wolnym miejscu, czyli obok mnie.
Spojrzałam na nią, ale ona tylko patrzyła przed siebie i udawała, że słucha nauczycielki.
W środku lekcji musieliśmy napisać krótkie wypracowanie, więc pochyliłam się nad zeszytem i zaczęłam coś w nim skrobać. Czułam na sobie jej spojrzenie, po za tym w ogóle nie pisała, tylko trzymała długopis w totalnym bezruchu. Odwróciłam głowę w jej kierunku i spojrzałam prosto w jej oczy. Żadna z nas nie miała zamiaru odwrócić wzroku. Patrzyłyśmy na siebie może przez parę sekund a może kilka minut, sama nie wiem. Wiem tylko, że ten moment był niezwykły albo lepiej.. Niezwykle dziwny. Gdy tylko zadzwonił dzwonek Alex wybiegła z klasy, chciałam ją dogonić ale niestety znowu mi się nie udało. Muszę w końcu dać sobie spokój z tą dziewczyną.



***



Kiedy tylko skończyły się lekcje wsiadłam w samochód i ruszyłam jak najprędzej do domu. Dzisiaj miałam mieć dzień tylko z mamą. Dawno tego nie robiłyśmy a własnie czegoś takiego potrzebuje. Dojechałam do domu w niecałe 20 minut, wysiadłam z samochodu bez zbędnej zwłoki i poszłam do domu.
-Jestem w domu, mamo! - krzyknęłam gdy tylko otworzyłam drzwi. Nikt nie odpowiedział. To dziwne nie mogła pójść na zakupy ani nigdzie wyjść, bo drzwi były otwarte. Hmm, może spała, chociaż to do niej nie podobne, spać w dzień. Weszłam do kuchni, nikogo nie ma, sprawdziłam cały parter, nikogo nie było.
-Mamo?! Jesteś tam? - zapytałam stojąc przy schodach. Żadnej odpowiedzi. Weszłam na górę i poszłam do pokoju po broń. Chwyciłam pistolet i skierowałam się w stronę pokoju mojej mamy. Popchnęłam lekko drzwi a te wydały znajomy skrzyp. Niestety były za mało uchylone żeby coś zobaczyć. wiec popchnęłam je mocniej. Drzwi otworzyły się na oścież a ja nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Opadłam bezsilnie na kolana i krzyknęłam. K r e w wszędzie wokół c i a ł a mojej mamy. Nie wiedziałam co mam zrobić. Zbliżyłam się do niej i obróciłam w moją stronę. Miała dziurę po kuli idealnie na środku czoła. Objęłam martwe ciało matki, płacząc. Płakałam przez dobre pół godziny a może i godzinę. Nie wierzyłam, że umarła. Otarłam łzy zakrwawionymi rękoma, i położyłam się obok niej. Miałam gdzieś cały świat. Chciałam tylko leżeć z najważniejszą dla mnie osobą, nawet jeśli nie żyła. Odpłacę się za to, zabiję ich. Zabiję ich wszystkich.

piątek, 28 lipca 2017

15

Maddie

Nasz ulubiony dzień w roku właśnie nadchodził, więc oczywiście trzeba było zorganizować wielką imprezę, pomimo ostatnich zdarzeń.. Daria obdzwoniła znajomych, ja wydrukowałam ulotki i porozdawałam w szkole, Jas za to musiała ogarnąć jakiś dobry lokal i wybrała naszą starą villę na obrzeżach Cali. Odludzie ale przynajmniej nic nie będzie przeszkadzać sąsiadom. Przygotowania póki co szły zgodnie z planem. A Halloween było coraz bliżej, czas wybrać kostium. Zadzwoniłam do Johna, z którym ostatnio się zaprzyjaźniłam, w sumie był całkiem niezłym facetem, żeby pomógł mi coś wybrać. Gdy przyjechał czekałam na niego w pokoju.
-Witaj śliczna-powiedział stając w progu.
-Oj już nie podlizuj się tylko mi pomóż.- wzięłam dwa kostiumy do obu rąk i pomachałam mu przed twarzą.- Lepsza intrygująca pielęgniarka czy pociągająca wampirzyca? 
-Hmm, no nie wiem chyba stawiałbym na wampirzyce, jest seksowniejsza i więcej odsłania. - uśmiechnął się zadziornie.
-Echh to wezmę pielęgniarkę- rzuciłam w niego strojem wampira.
-Jesteś okropna..
-To ty jesteś okropny.- posłałam mu spojrzenie nienawiści ale on tylko się zaśmiał.
-Urocza jesteś jak się złościsz. 
-Ja się jeszcze nie zezłościłam- prychnęłam- Nie chciałbyś widzieć mnie zdenerwowanej.

Wieczorem wszyscy spotkaliśmy się przed villą. Daria przebrana była za diabełka, miała na sobie czerwoną, obcisłą miniówkę, wysokie, czerwone szpilki i rożki diabełka, zgaduję zaś, że kostium Nate'a to swojego rodzaju szatan. Dobrana para. Jas była wiedźmą, w czarnym gorsecie i mini z gotyckimi falbankami, buty sięgały jej do połowy uda. Wyglądała nieziemsko, a do tego jej pofarbowane na ciemno włosy z fioletowymi i granatowymi pasemkami, dodawały jej seksapilu. Stojący za nią Finn był mrocznym panem śmierci. Ja miałam na sobie biały zakrwawiony fartuszek, białe zakolanówki i czerwone vansy, do tego dodałam maseczkę ochronną również we krwi. John za to przebrał się za.. Gościa w czarnym garniturze..? Oooo może to MIB! Weszliśmy do środka i zajęliśmy się przydzielonym nam obowiązkom. Godzinę później impreza już się zaczęła i ludzie powoli się zjeżdżali. W wielkim salonie była kula dyskotekowa odbijająca jakby tysiące światełek, sam pokój jak i większa część domu była przyciemniona do ciemnego fioletu, atmosfera była wspaniała. Za następną godzinę, czyli koło 22 poleciał alkohol, zabawa zaczęła się rozkręcać. Z tego co widziałam wszyscy dobrze się bawili, zwłaszcza dziewczyny, w końcu mogły się wyluzować. Nie będę kłamać, moja robota w gangu jest najmniej stresująca, za to na dziewczyny spadało wszystko co najgorsze. Cieszyłam się, że chociaż dzisiaj możemy odpocząć od tego całego mordowania i ciągłej walki. Niestety nie wszystko w tej robocie jest przyjemne. Zwłaszcza jak trzeba zabić kogoś kogo się znało od dzieciństwa. Czas szybko leciał a wszyscy wyczekiwali godziny 24, z powodu pokazu fajerwerk jaki miał się odbyć. Nagle poczułam chęć na papierosa, więc wyszłam na dwór i wyciągnęłam jednego z kieszeni, niestety nigdzie nie mogłam znaleźć mojej zapalniczki. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam jakąś dziewczynę, która też właśnie poszła zapalić. 
-Hej, masz może ognia? - zapytałam podchodząc do niej, gdy odwróciła się do mnie twarzą uśmiechnęłam się pod nosem. Też  była przebrana za pielęgniarkę, miała maskę, obecnie zsuniętą na szyję, trzy fioletowe brylanciki przyklejone do skroni, jedno czerwone, drugie żółte oko, muszę przyznać, że całokształt jej stroju bił na głowę moją, zdzirowatą, morderczą pielęgniareczkę. 
-Pewnie- uśmiechnęła się i wyjęła ze swojego kitla zapalniczkę, po czym ją przysunęła w moim kierunku i zapaliła.
-Dziękuję- powiedziałam zaciągając się. 
-Też już nie możesz znieść tego tłumu- zapytała i popatrzyła na mnie. Muszę przyznać, że jej twarz wydała mi się znajoma, pewnie chodzimy razem do szkoły. Miała krótkie, obcięte na chłopaka, blond włosy, które  podkreślały dobrze zarysowaną szczękę. Nie była wysoka, na oko trochę ponad metr sześćdziesiąt. 
-Między innymi. Nie przepadam za aż tak dużymi imprezami, chociaż nie jest tak źle.-uśmiechnęłam się. - Matylda- wyciągnęłam do niej rękę, którą od razu uścisnęła. Miała ciepłe dłonie, w przeciwieństwie do mnie, ja zawsze mam lodowate.
-Aleksandra, ale mów mi Alex.- na chwilę zapadła niezręczna cisza.- Organizujesz tą imprezę, prawda? 
-Razem z przyjaciółmi, owszem. Niestety będę musiała sprzątać cały ten bajzel.
-Hah, no tak- zaśmiała się, a jej śmiech był jak miód na moje uszy. Uśmiechała się niesamowicie. Coś było w niej co w dziwny sposób mnie intrygowało. Popatrzyła na mnie, szkoda, że nie mogłam zobaczyć jej prawdziwego koloru oczu. Na niebie zaczęły błyskać fajerwerki, odbijając się w jej soczewkach wyglądało to jeszcze piękniej niż zwykle. Moje rozmyślania przerwał krzyk, następną rzeczą jaką usłyszałam były strzały. -Zostań tu - krzyknęłam błagalnym tonem do dziewczyny, i pobiegłam do środka, ale gdy już miałam wchodzić uświadomiłam sobie, że może bezpieczniej będzie jak pójdzie ze mną. Cofnęłam się, chwyciłam blondynkę za rękę i pobiegłam z nią do środka. Kierowałam się w stronę górnego piętra, po drodze spotkałam Jas i Rudą idących w przeciwną stronę.
-Idziemy zobaczyć o co chodzi, mam nadzieję, że to tylko jakiś wypadek, naprawdę przydałby się dzień wolnego od tych kurew!-krzyknęła Daria wyjmując broń spod sukienki, co również uczyniła Jasmin.
-Okej zaraz do was dołączę, zostawiłam broń na górze- zawołałam za nimi ale zniknęły już za drzwiami na zewnątrz.
Weszłam po schodach, wciąż trzymając dłoń dziewczyny. Skręciłam do pokoju i jak tylko się w nim znalazłam zamknęłam za nami drzwi.
-Siadaj- rozkazałam krótkowłosej szukając swojego pistoletu.
-Co tu się do cholery dzieję!?- wykrzyknęła po chwili.
Nie odpowiedziałam. Gdy tylko znalazłam broń, schowałam ją do kieszeni kitla i ruszyłam w stronę szafy. Udało mi się ją szybko przesunąć, bo była tylko zwykła atrapą. Na ścianie były małe prostokątne drzwi. Otworzyłam je i ukazał nam się mały pokoik. Azyl. Miałyśmy go w każdym domu, tak na wszelki wypadek. Odwróciłam się do niej.
-Wejdź do środka- powiedziałam a ona tylko popatrzyła na mnie jak na głupią. - WEJDŹ- mimo tego, że krzyknęłam ona wciąż siedziała na łóżku. Podeszłam do niej- To jest azyl. Jedyne miejsce w tym domu, w którym będziesz bezpieczna. Jeśli tam nie wejdziesz, a ten wystrzał pochodził z pistoletu to naprawdę, grozi ci niebezpieczeństwo. Nigdy tego nie robię ale proszę cię wejdź tam. - wyciągnęłam rękę w jej kierunku. Chwilę jej to zajęło ale mi zaufała i ją chwyciła. Pomogłam jej wejść do azylu.
-Masz jedzenie i picie, latarkę i parę innych rzeczy które mogą ci się przydać. - spojrzałam na nią ostatni raz i zamknęłam drzwiczki. Przesunęłam szafę na swoje miejsce i wyszłam z pokoju. Miałam nadzieje, że nikomu nic się nie stało.  Zbiegłam na dół i poszłam na dwór. Ludzie biegali w tą
 i z powrotem. Szukałam wzrokiem dziewczyn, które obecnie biły się z jakimiś facetami w maskach. Usłyszałam, że ktoś za mną jest. Szybko wyjęłam broń, odwróciłam się i wycelowałam prosto w jego głowę. Kolejna maska, taka sama jak u tamtych. Czarna, zasłaniająca twarz od czoła do nosa włącznie. Na czole widniał biały napis po rosyjsku 'смерть', co oznaczało 'śmierć'. Na moje szczęście lub też nie, mogłoby być fajnie, mężczyzna w ogóle się nie bronił, kiedy wycelowałam mu w nogę i strzeliłam potem strzelając w drugą. Odwróciłam się żeby sprawdzić jak radzą sobie dziewczyny ale z tego co widziałam również załatwiły swoich przeciwników. Spojrzałyśmy na siebie porozumiewawczo. Zaczęło się.


sobota, 17 czerwca 2017

14

Jasmin

Tik tak, tik tak. Ze znużeniem wpatrywałam się w zabójczy ruch wskazówek szkolnego zegara. Minęły dopiero 3 minuty pierwszej lekcji, a ja już mam ochotę wydrapać dziurę w ścianie i przez nią wyjść. Jaki dzisiaj dzień tygodnia? Szczerze, nie mam pojęcia. Liczy się to, że sprawy powoli cichną i cały świat się uspokaja. Przypomina to cisze przed burzą. Ciszę podczas, której każdy oddech przybliża nas do granicy na której tak często balansuje. Granica życia i śmierci. O, już wiem, mamy dzisiaj 25 października. Jak dobrze, że ta jakże miła nauczycielka wspomniała o tym wstawiając do dziennika kolejną pałe. No to teraz już wiem na czym skończyliśmy. Od akcji w Vegas minęło już trochę czasu, sporo się działo, a skutki są wciąż odczuwalne. Siedząc na dachu motelu przy drodze stanowej i paląc jointa doznałam olśnienia. Ktoś mnie próbował wrobić, póki co tajemnicą zostanie kto. Mijała trzecia godzina odkąd zaciągnęłam ostatni szef na ranie Matyldy, kula na szczęście nie wbiła się na tyle głęboko by uszkodzić narządy ale było blisko. Cholernie blisko. Zaciągnęłam się powoli i opadłam na rozgrzaną porannym słońcem wyściółkę dachu parterowego budynku. Gdzieś pode mną spała cała reszta ekipy, mnie udało się zasnąć na zaledwie pół godziny, potem pojawiły się koszmary. Toteż zamiast wypocząć mój mózg pracuje na najwyższych obrotach, analizując ostatnie dni. Zasyczałam z bólu kiedy naga skóra zetknęła się z parzącym podłożem. Błękit nieba zaczął wirować mi przed oczami i mieszać się z wypuszczanym przeze mnie dymem. Adrenalina przestawała buzować w żyłach, zamiast niej spokój zalewał falami moje ciało. O dziwo po całej nocy spędzonej nad brunetką stojącą jedną nogą po drugiej stronie granicy, nie czułam zmęczenia. Najważniejsze są najbliższe cztery godziny, gdyby coś się zaczęło dziać to John pilnujący Maddie miał mnie wołać, oby do tego nie doszło. Przytrzymałam skręta w ustach i dłońmi ostrożnie sięgnęłam do kieszeni, wyjęłam z niej zgniecioną chusteczkę, ale nie ona jest ważna, najważniejszy jest malutki przedmiot znajdujący się w jej wnętrzu. Kula. Wszyscy byli tak zmęczeni, że żadne z nich nie spostrzegło nawet, że ją zabrałam. Podniosłam się i rozchyliłam chusteczkę, mały srebrny pocisk zalśnił złowrogo w mocnym słońcu. Zaczynało się robić gorąco, na skórze osiadła typowa dla tego klimatu wilgoć, która w połączeniu z upałem jest równie zabójcza co trzymany w moim ręku przedmiot. Zdziwiona pochyliłam się nad kulą, coś mi w niej nie pasowało, mimo że wciąż była we krwi dojrzałam jakiś niewyraźny znak. Pośpiesznie dokończyłam skręta i zeskoczyłam z dachu, jedno piętro to na szczęście nie duża odległość. Po cichu wślizgnęłam się do pokoju w którym spał Finn, ruszyłam prosto do łazienki i zamknęłam drzwi czemu towarzyszyło ciche kliknięcie zamka. Wyjęłam pocisk i zaczęłam go ostrożnie opłukiwać pod małym strumieniem wody. Intuicja mnie nie zawiodła, pod palcem poczułam wyżłobienie, zmyłam resztki krwi i przystawiłam drobny przedmiot pod słabe światło lampki. Natychmiastowo otrzeźwiałam. Zero zmęczenia, zero chillu, zero śladu po ostatnich buchach. Potrząsnęłam głową mając nadzieje, że zmieni to ukazany moim oczom obraz. Niestety, nic to nie dało. Z ciemnego metalu szyderczo spoglądała na mnie wygrawerowana róża. Ta sama która znajdowała się na każdym pocisku spoczywającym w magazynku wszystkich członków gangu do którego dopiero co mnie przyjęto. Gangu bloods.

Maddie 

Jak tylko wróciliśmy z walk do LA pojechałam do Jasmin. Powiedziała, że nie zostawi mnie samej, więc nie miałam innego wyjścia. Jas leżała na łóżku i patrzyła się w sufit jakby było to coś niezwykłego. Muszę przyznać, że ostatnio często jej się to zdarza. Szturchnęłam ją nogą, nic, szturchnęłam ponownie, znowu nic, więc rzuciłam poduszkę w jej kierunku. Wreszcie zareagowała.
-Nad czym tak zawzięcie rozmyślasz ?- zapytałam
-Nad niczym..-powiedziała i przekręciła się na bok. Wiedziałam, że nie jest wylewną osobą, ale spodziewałam się, że chociaż mi powie co ją tak zastanawia.
-Przecież widzę, że coś nie gra. Możesz mi powiedzieć.
-Ufasz mi?
-Oczywiście, że ci ufam. Ja już naprawdę nie wiem co ty masz w tej głowie.
-Skoro mi ufasz to nie zadawaj mi głupich pytań. Lepiej idź już spać, jest już późno, ja muszę jeszcze popracować ale ty powinnaś wypocząć. W przyszłym tygodniu wracamy do szkoły a ty dopiero co zostałaś postrzelona.
Faktycznie było późno a ja byłam zmęczona, parę ostatnich dni wykończyło mnie nie tylko fizycznie ale też psychicznie i do tego jeszcze szkoła. Nienawidzę tego miejsca, pełne bezmózgiej młodzieży nieświadomej co się wokół nich dzieje. Chociaż czasem też bym chciała żyć w nieświadomości to jednak wolę wiedzieć na czym stoję. Gdy Jasmin wyszła z pokoju zajęłam jej łóżko i ułożyłam się do snu, na szczęście nie musiałam długo czekać aż Morfeusz porwie mnie do swojej krainy.
Obudziłam się koło południa następnego dnia. Jas nie było w pokoju, więc poszłam poszukać jej w pozostałej części domu lecz tam też jej nie było. Pewnie poszła załatwić swoje sprawy. Wróciłam do pokoju i zajrzałam do jej notatek leżących na biurku, chociaż zapewne nie powinnam tego robić. Leżała tam kartka z oznaczeniami kul całych gangów w USA, nasza róża była zaznaczona na czerwono. Pod pozostałymi papierami zobaczyłam zdjęcie, zrobione w łazience, na którym również była nasza kula. Czyżby robiła jakieś śledztwo? Zapytałam sama siebie. Pod zdjęciem zobaczyłam kawałek papieru z imieniem Nikki. Zdziwiłam się, więc go wyjęłam. Był to spis jej całego życiorysu, znalazłam też swoją i Darii. Dziwne.. Przejrzałam resztę jej papierów i znalazłam parę ciekawych rzeczy. Czy to możliwe, że osoba, która uratowała mi życie i jeszcze wczoraj pytała się czy jej ufam, była wtyką? Cóż właściwie to bym się nie zdziwiła, pojawiła się jakby znikąd i z dnia na dzień wstąpiła do naszego gangu.. Jeszcze ten powrót ojca Darii.. Nie podoba mi się to.
Z zamyślenia wyrwał mnie trzask drzwi. Cholera wróciła, szybko ogarnęłam papiery i usiadłam na łóżku.
-Gdzieś ty była włóczykiju- przywitałam ją jak weszła do pokoju.
-Musiałam coś załatwić.- spojrzałam na nią podejrzliwie.
-Co?
-Mówiłam ci przecież, nie zadawaj głupich pytań..-westchnęła
-Głupich pytań?-wstałam i sięgnęłam po jej notatki leżące na biurku-Co to jest?! I jeszcze mi powiedz, że to też jest głupie pytanie!
Spodziewałam się, że wyjmie broń i we mnie wyceluje ale ona tylko spokojnie usiadła na łóżku i wyciągnęła kulę, którą widziałam na zdjęciu.
-Znasz tą kule, dobrze wiesz do kogo musiała należeć. Do jednej z nas. Tą kule wyciągnęłam z ciebie, kiedy zostałaś postrzelona. Ta kula to dowód, że macie tu jakąś wtykę, a ja próbuje ustalić kto nią jest, więc przestań na mnie krzyczeć i się ogarnij, bo skoro sama się nie postrzeliłaś to pozostaje jedna opcja i dobrze wiemy kto to jest!
***
Wieczorem poszłyśmy się spotkać z Darią. Omówiłyśmy sprawę, powiedziała, że sama ją podejrzewała, ostatnio często się wymykała i oddaliła się od niej. Trzeba było zaplanować akcję.
Ruda  zdzwoniła po Nikki i umówiła nas na 'piwo', jako że to ostatni dzień wolności na najbliższy czas. Spotkałyśmy się na plaży i zachowywałyśmy się jakby nigdy nic. Koło północy pojechałyśmy do Jas. Młoda wpadła. Przywiązałyśmy ją do łóżka wmawiając jej, że mamy dla niej niespodziankę.  I właściwie to miałyśmy. Do pokoju weszła Daria z bronią. Brunetka chyba zrozumiała co się dzieje, bo zaczęła się szarpać. Ruda usiadła na niej i wycelowała jej bronią prosto w głowę.
-A teraz przystąpmy do twojej ostatniej spowiedzi szmato-powiedziała przez zaciśnięte zęby.
-Kiedy ja nie wiem o co ci chodzi- szarpała się jeszcze bardziej bo wiedziała, że jej czas już nadszedł.
-Gadaj od kiedy i dla kogo pracujesz szczurze!
-Pierdol się!- Scar przywaliła jej w twarz bronią
-Gadaj albo strzele ci w tą jebaną mordę!
-Nigdy- powiedziała i splunęła Rudej prosto w twarz, na co ona obniżyła ręce i strzeliła jej w nogę. W całym domu było słychać echo strzału oraz krzyk dziewczyny. Dobrze, że Jas mieszkała na odludziu, przynajmniej nikt nie słyszał. Szefowo gangu wyjęła z buta sztylet i odcięła liny, po czym strzeliła jeszcze raz w nogę brunetki.
-Niech to będzie wiadomość dla twojego kochasia! Niech sobie nie myśli, że może mnie pokonać!- przyłożyła Nikki porządnie w głowę, tak, że straciła przytomność. Zniosłyśmy ją do samochodu i pozwoliłyśmy Jas ją wywieźć.
Nie ma to jak niezła akcja dzień przed powrotem do szkoły. Przynajmniej szybko się pozbyłyśmy kreta i problem z głowy. Wystarczyło tylko połączyć ze sobą fakty. 

czwartek, 1 grudnia 2016

13

Daria


Nie mogłam uwierzyć, że Maddie została ranna. Kiedy się wtedy odwróciłam w samochodzie, moje serce jakby przestało bić. Poczułam okropny ból, jakbym to ja dostała. Potem jednak ból ustąpił miejsca złości. Byłam wściekła na Natalię, Jas, chłopaków, że niczego nie zauważyli, ale najbardziej na siebie. Czułam się winna i nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić. Przez cały pobyt w pokoju z Natem i Jas, opatrującą Maddie nie mogłam przestać myśleć o tym, że zrobiłam coś nie tak. Że zawiodłam. Nie wiedziałam co mogłam zrobić inaczej, żeby nasza ewakuacja zakończyła się bez takiego finiszu, ale mimo to wciąż nad tym myślałam. Kiedy Jasmin skończyła opatrywać Maddie, wszyscy wyszliśmy na korytarz i po prostu musiałam uściskać fioletowowłosą za to co zrobiła. Czułam łzy napływające do oczu i nie chcąc, żeby ktokolwiek je zobaczył natychmiast oddaliłam się do pokoju razem z Natem u boku. Zamykając za nami drzwi od pokoju, brunet oparł się o nie, obserwując mnie uważnie. Z czasem zaczęłam mieć tego dość.
- Możesz przestać się na mnie gapić? - zapytałam zirytowana.
- Mogę... - brunet kiwnął głową. - Ale nie chcę.
- Nienawidzę cię. - mruknęłam, chowając twarz w dłoniach.
- Dobrze wiesz, że to nie prawda. - usłyszałam, a sekundę później poczułam ciało chłopaka tuż obok mojego. - Kochasz mnie, tak samo mocno jak ja ciebie.
- Co ty pieprzysz Nate? - spojrzałam na niego, odkrywając twarz.
- Chciałbym ciebie, ale w tej sytuacji chyba nie wypada.
- Dupek. - trzepnęłam Nate'a w ramię, ale nie mogłam powstrzymać małego uśmiechu, który pojawił się na mojej twarzy.
- Tak! - zawołał szczęśliwy jak 5-latek, któremu ktoś właśnie kupił wymarzoną zabawkę. - Uśmiechnęłaś się!
- Wydawało ci się. - próbowałam powstrzymać coraz większy uśmiech, jednocześnie odwracając głowę w drugą stronę, żeby brunet go nie zauważył, ale chyba nie podziałało.
- Tęskniłem za tym uśmiechem. - na słowa Nate'a natychmiast odwróciłam głowę z powrotem. - Za tobą, za nami.
- Czemu to robisz Nate? - zapytałam cicho.
- Co robię?
- Siedzisz tu ze mną, żartujesz, mówisz, że za mną tęskniłeś...
- Ty myślisz, że ja to wszystko robię dla jaj, bo mi się nudzi?
- A jak to inaczej wytłumaczyć?
- A nie wpadłaś na to, że naprawdę za tobą tęskniłem i chcę wszystko naprawić?
- Mam ci przypomnieć przez kogo trzeba w ogóle cokolwiek naprawiać?
- Nie, nie musisz... - popatrzyłam na Nate'a, który wpatrywał się tępo w podłogę. - Doskonale pamiętam co zrobiłem i każdego pieprzonego dnia tego żałuje... Ciągle nawiedza mnie myśl, że gdybym wtedy nie odpierdolił takiej akcji wciąż bylibyśmy razem, kurwa ja nawet nie wiem co mi wtedy odwaliło... Przepraszam Daria, naprawdę za wszystko.
- Mówisz poważnie?     
- Tak, zdziwiona?
- No wiesz, nie często słyszy się przeprosiny z twoich ust. - oboje się zaśmialiśmy.
- Wiem, ale dla ciebie jestem gotów przepraszać każdego dnia.
- Nie musisz tego robić... Wybaczam ci.
- Serio? - brunet spojrzał na mnie z niedowierzaniem, a ja pokiwałam głową, uśmiechając się. Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć Nate przyciągnął mnie do siebie, opadając na łóżko tak, że siedziałam na nim okrakiem.
- Nie za bardzo się cieszysz? - zapytałam, patrząc na bruneta z góry.
- Nie, w tej chwili jestem najszczęśliwszym facetem na świecie.
- Słodkooooo.  
- Mhmm... Daria?
- Hmm? - mruknęłam cicho.
- Co chcesz teraz zrobić? Z tą całą akcją?
- Szczerze mówiąc to nie wiem, ale na pewno muszę się dowiedzieć kto nas wsypał i jak tylko to zrobię ten ktoś pożałuje, że się urodził, tym bardziej że Maddie jest przez niego ranna.
- Myślisz, że to mogła być Jasmin tak jak powiedziała Natalia? - na słowa Nate'a poczułam w brzuchu jakieś dziwne uczucie. Czy to możliwe, że byłam głupia ufając Jas?
- Sama nie wiem Nate, to dla mnie dziwne... Nie wydaje mi się, że osoba która uknuła coś takiego zachowałaby się tak jak ona w samochodzie i tutaj w hotelu.
- Też mi się tak wydaje, ja bym się przyjrzał tej całej Natalii. Jak dla mnie jest podejrzana - przewróciłam oczami, patrząc na Nate'a z politowaniem.
- Dla ciebie ona zawsze była podejrzana.
- Co ja poradzę, laska mnie wkurwia i ciągle mam wrażenie, że coś kombinuje... Dobra, zajmiemy się tym rano, na razie chodźmy spać bo jestem kurewsko zmęczony.
- Ja też. - jak na zawołanie z moich ust wydostał się głośny ziew.
- Wow, spokojnie tygrysie. - uderzyłam Nate'a pięścią w brzuch, ale oczywiście tego nie poczuł i zeszłam z niego, opadając na miękkie poduszki. - Masz, przebierz się.
Spojrzałam kątem oka na bruneta, który ściągnął koszulkę, rzucając ją w moją stronę. 
- Dzięki. - na mojej twarzy pojawił się mały uśmiech, wywołany tym, że zapamiętał moje uwielbienie do spania w jego koszulkach. - Idę jeszcze pod prysznic, cała śmierdzę krwią.   
- Ok. - podniosłam się z łóżka, niemal w podskokach zmierzając do łazienki. Zdjęłam z siebie zakrwawioną koszulkę i rzuciłam ją na podłogę. Muszę o niej pamiętać jak będziemy wyjeżdżać, nie możemy zostawić żadnych śladów. Pozbyłam się reszty ubrań, które miałam na sobie i weszłam po prysznic. Zmywając z siebie krew znów zaczęłam myśleć o niedawnych wydarzeniach i ich przyczynie. Kto był na tyle głupi, żeby nas zdradzić? Nikki, Jas, a może jeszcze ktoś inny? Wiem jedno, ktokolwiek to zrobił, pożałuje że to zrobił i zranił Maddie. Z tą myślą opuściłam prysznic, a chwilę potem po wytarciu się wiszącym na ścianie ręcznikiem i założeniu bielizny i koszulki wróciłam do pokoju. Nate stał przy otwartym oknie, paląc skręta i odwrócił się, kiedy usłyszał dźwięk zamykanych drzwi.
- Mogę? - zapytałam, kiwając głową w stronę dłoni, w której trzymał jointa.
- Jasne... - z lekkim uśmiechem wzięłam od niego to czego tak bardzo w tej chwili potrzebowałam i zaciągając się, poczułam jak wszystkie troski ulatują ze mnie wraz z wydmuchiwanym dymem. Nate przez cały czas nie spuścił ze mnie wzroku. - Już prawie zapomniałem jak pięknie wyglądasz w moich koszulkach.         
- Coś ty się taki romantyczny zrobił Maloley? 
- Nie lubisz jak taki jestem? - brunet powoli zbliżył się do mnie i przysięgam, że między nami nie przecisnęłaby się nawet kartka papieru
- Sama nie wiem. - wzruszyłam ramionami, biorąc kolejnego bucha i wydmuchałam dym wprost w twarz Nate'a. 
- Za to ja wiem mała, czego chcesz i czego potrzebujesz. - na jego słowa zaśmiałam się, unosząc brwi.
- Doprawdy?
- Tak, w twoim przypadku to czego chcesz i czego potrzebujesz to jedna rzecz.
- Mhmm... - mruknęłam, patrząc na bruneta lekko zmrużonymi oczami. - I co twoim zdaniem jest tą rzeczą?
- Teraz? - pokiwałam głową, wrzucając blanta do popielniczki. - Wolałbym ci pokazać.
Mówiąc to Nate wziął mnie na ręce tak, że oplatałam go nogami w pasie i podszedł do łóżka. Myślę, że wszyscy wiedzą co się potem stało.