sobota, 6 lutego 2016

5.

Jasmin


Obudziły mnie ciepłe promienie słońca i szum fal. Chwila moment! Szum fal?! Ocknęłam się natychmiast. Byłam w sypialni, w domku na plaży. Z łóżka rozciągał widok na ogromny taras, a tuż za nim morze. Oparłam się na łokciach. Leżałam obok pogrążonego we śnie przystojnego blondyna. Uśmiechnęłam się i rozejrzałam w poszukiwaniu ubrań. Mój wzrok padł na zegarek. 6:10. Odetchnęłam z ulgą. Wstałam, i naga poszłam na taras. Słońce otuliło mnie swoim ciepłem. Hmm... Dawno nie czułam się tak dobrze. Wspominałam wczorajszy wieczór. Blondyn zaczepił mnie w Heaven, tańczyliśmy chyba z godzinę, a parę drinków później zaproponował żebyś poszli do niego. Hmm... Noc można uznać za udaną. Pff co ja gadam. Było bosko. Po paru minutach ubrałam się, ucałowałam na pożegnanie wciąż śpiącego chłopaka i wyszłam.

***
- Co powiecie na kolacje dziś wieczorem? - spytałam dziewczyn na jednej z przerw. - Ja stawiam!
Odpowiedź była jak można się domyślić twierdząca.
- A co robisz po szkole? - spytała Ruda.
- Jadę na targi za miasto, więc możemy umówić się jakoś na 9, bo trochę mi tam zejdzie.
- Ooo co za targi? - zapytała Maddie.
- Towary z całego świata, głownie zbrojeniowe.
- To jadę z tobą. Dziewczyny i tak miały iść do spa, więc przynajmniej będę miała co robić. - roześmiałam się, pomysł był niezły, a przecież zainteresowanie bronią nie jest niczym złym, prawda?
- Dobra, tylko weź trochę gotówki.
- Nie ma problemu. - przyznała to tak ochoczo, że wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem. Parę godzin później byłyśmy już w drodze, targi nie należały do najbezpieczniejszych miejsc wiec beretta i ISO muszą być na miejscu, i oczywiście dużo banknotów. Musiałam kupić jakieś noże, wszystkie moje zdobycze z rożnych krajów przepadły wraz z korporacją, szkoda. Droga minęła radośnie, stwierdzam że znalazłam bratnią duszę. Wysiadłyśmy na parkingu, wielkie przedsięwzięcie, parę hektarów nielegalnych towarów w jednym miejscu.

***
Obładowana wieloma czarnymi torbami ruszyłam do domu. Udało mi się kupić parę rewolwerów i snajperkę, najważniejszy sprzęt. Do tego kolekcjonerski zestaw sztyletów prosto z Azji, i parę innych błyskotek. Ale i tak największym skarbem jest rękojeść zakończona z dwóch stron dużymi ostrzami w kształcie półksiężyców. Cudo. Kocham azjatyckie wyroby jak mogliście zauważyć, nie ma skuteczniejszych zabójców. Po godzinie, rozpakowywania i ustawiania moich nowych zdobyczy, mogłam w końcu zająć się sobą. Była 7:30. Cholera. Poszłam umyć głowę i zrobić jakiś makijaż. Dzisiaj postawiłam na złote kreski. Do tego na moje fioletowe włosy posypały się drobinki złota. Uśmiechnęłam się do lustrzanej siostry z zachwytem. Założyłam suknię wyglądającą jak płynne złoto, zgrabna kaskada spływała do ziemi, plus złote szpilki i byłam gotowa. Tak wiem, dużo tego złota. Jeszcze tylko przypięłam opaskę ze sztyletem do uda i ruszyłam w stronę drzwi. Taksówką dojechałam punktualnie. Wszystkie 4 spotkałyśmy się przed wejściem, do którego stała długa kolejka. Ze śmiechem ruszyłyśmy do drzwi, podałam ochroniarzowi nazwisko i w towarzystwie okrzyków złości ze strony tłumu, weszłyśmy do środka. Widok ze stolika obejmował całe miasto, przepięknie.
- Jak było w spa? - zapytałam.
- Bosko, nie ma nic lepszego na kaca. - odpowiedziała Natalia. - A jak wam poszło na targach?
Maddie zaczęła opowiadać o ludziach, towarach i jedzeniu. Moją uwagę zwrócił ochroniarz, idący w naszą stronę.
- Ktoś pani oczekuje, proszę za mną.
Jego ton nie znosił sprzeciwu, więc zdziwiona przeprosiłam dziewczyny i ruszyłam za nim. Zaprowadził mnie do prywatnej sali, siedział w niej mężczyzna na którego widok prawie dostałam zawału. Ze szczęścia oczywiście. Ochroniarz wyszedł i zostaliśmy sami. Podeszłam do niego z uśmiechem, przywitał mnie uściskiem. Przystojny, w garniturze i z tym niebezpiecznym błyskiem w oku. Jak zawsze.
- Dobrze, że żyjesz. - powiedział i gestem zachęcił bym usiadła obok niego na kanapie, co też ochoczo uczyniłam.
- Też się cieszę. - przed oczami miałam wspólne noce, które tak dobrze wspominam. Nie, nie byliśmy razem. Z tym człowiekiem nie da się tak po prostu BYĆ. Ale może zdradzę wam kim on tak w ogóle jest? Jeden z najbogatszych i najniebezpieczniejszych ludzi świata. Mój szef. Właściciel korporacji, oraz od czasu do czasu kochanek. Dziesięć minut później wdrapywałam się ze snajperką na dach. Mój cel był w biurowcu na przeciwko. Handlarz żywym towarem. Chuj. I tyle. Wycelowałam prosto w czoło. Właśnie wznosił toast, idealny moment. Pociągnęłam za spust. Puf, sekunda i po wszystkim. Teraz musiałam tylko wrócić do dziewczyn i udać, że nic się nie stało. Że niczego się nie dowiedziałam. Na myślenie będę miała czas później.