poniedziałek, 2 października 2017

16

Maddie

Przez ostatni tydzień nasza szkolna młodzież rozmawiała tylko o tym, jak straszna, w pozytywnym sensie, była nasza impreza. Wszyscy myśleli, że mężczyźni w maskach byli częścią przedstawienia. Może to i dobrze.. Daria wyjechała razem z Natem na zwiady. Mam nadzieje, że dowiedzą się czegoś przydatnego, a nie będą cały czas w łóżku. Właśnie skończyła się ostatnia lekcja, szkolne korytarze opustoszały, to tu to tam było słychać głosy. Weszłam do łazienki i oparłam ręce na zlewie, spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie, podkrążone oczy i potargane włosy. Ostatnio źle spałam, pewnie jak każda z nas. Wiemy co nas czeka, problem w tym, że nie wiemy kiedy. Wprawdzie przeżyłyśmy już ciężkie sytuacje ale to jest prawdziwe wyzwanie. Chciałabym powiedzieć, że wyjdziemy z tego bez szwanku, ale to nie prawda, będą ofiary. Może to być któraś z nas albo i nie. Echhh.. Zobaczymy. Usłyszałam otwierające się drzwi, odwróciłam się.
-Alex -wyrwało mi się. Nie widziałam jej od czasu, gdy kazałam jej wejść do tajnego pokoju. Co po dłuższym namyśle, stwierdziłam za dziwne i może trochę niezręczne.
-Cześć- przeszła koło mnie i podeszła do innej umywalki. Nastała cisza. Nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Przepraszam? Jak się czujesz? Czy po prostu udawać, że nic się nie stało.. Podniosła głowę. Ach, więc ma niebieskie oczy. Ładne. Bardzo. Wyglądały jak ocean podczas sztormu. Niebezpieczne i wciągające. Spojrzała na mnie wyczekująco, chyba zauważyła, że jej się przyglądam.
-Nie było cię ostatnio w szkole, prawda? - zapytałam.
-Tak..- wysuszyła ręce i ruszyła w stronę drzwi. -Byłam chora- wyprzedziła moje pytanie i wyszła. Wyszłam zaledwie sekundy później, ale już jej nie było. Za to wpadłam na Jas.
-Gdzie ty się szwendasz, czekam na ciebie i czekam- powiedziała.
-Sorry, sorry.
-Chodźmy- złapała mnie za rękę i poprowadziła do samochodu.



***



Po kilku godzinach chodzenia z Jasmin po mieście moje nogi wysiadały, nie dość, że byłam wszystkim wykończona psychicznie to ta mnie dobijała fizycznie.
-Kobieto, ja wiem, że musisz zrobić zakupy i takie tam, ale nie mogłaś poprosić kogoś innego?- zapytałam
-A niby kogo? - rzuciła mi mordercze spojrzenie- przecież Daria jeszcze nie wróciła, a w tym mieście nie ma nikogo normalnego.
- A Finn?
-Finn? Przecież nie będę z nim chodzić na zakupy. Nie jesteśmy parą. Łączą nas tylko zawodowe relacje.
-Okej okej. Wiem, że jesteśmy w gangu i każdy ma też jakąś prace na boku ale nie wiedziałam, że twój to dziwka- popatrzyła na mnie zszokowana a ja się tylko zaśmiałam- Żartuje Jas. A w ogóle co u niego słychać?
- Nie wiem nie gadałam z nim ostatnio- pewnie dlatego była na niego zła..- A tak przy okazji o co chodzi z Alex, widziałam ją po drodze do łazienki, nie wyglądała na szczęśliwą.
-Sama nie wiem.. Może chodzi jej o to, że zamknęłam ją w azylu w Halloween..
-Serio! To była ona? Myślałam, że prędzej, któregoś dnia, sama tam się schowasz, ale nie spodziewałabym się, że wpuścisz tam kogokolwiek. Zwłaszcza dziewczynę- spojrzała na mnie pytająco.
-To nie tak jak myślisz. Ja po prostu czuję jakbym już ją znała. Wiesz w poprzednim życiu czy coś. To głupio brzmi, ale powinnaś to zrozumieć.
-Rozumiem rozumiem. Ale co w niej takiego jest?
-Kurcze.. Nie wiem, to po prostu niewytłumaczalne. Chciałabym ją bliżej poznać, zaprzyjaźnić się z nią.
-Tylko zaprzyjaźnić- uśmiechnęła się pod nosem.
-TAK, tylko zaprzyjaźnić. Co ty sobie myślisz.
-Dobra dobra.
Wreszcie po kilku godzinach zakupów dotarłyśmy z powrotem do samochodu i wróciłyśmy do domu Jas. Leżałyśmy na łóżku i oglądałyśmy kiedy właśnie zadzwoniła Daria.
-Cześć Rudzielcuuu!- przywitałyśmy ją- Dowiedzieliście się czegoś?
-Cześć dziewczyny. - po jej głosie słychać było, że nie jest zadowolona.- Tak, zaraz się wszystkiego dowiecie.



***



Minął kolejny tydzień i następny, i jeszcze jeden. Nie było tragicznie ale było źle. W przeciągu ostatniego miesiąca nie dostaliśmy żadnych nowych wieści od Darii i Nate.  Rosyjska mafia jak na razie siedziała cicho, ale to tylko cisza przed burzą. Nasza ukochana para miała opracowywać plan, ale myślę, że wszyscy wiemy co tak na prawdę robią. Oni mieli małe 'wakacje', w przeciwieństwie do całej reszty, a my, no przynajmniej ja, codziennie kisiłam się w szkole i umierałam z nudów, a w między czasie, z innych, równie interesujących, powodów. Mimo, że chciałabym trochę odpocząć, od wszystkiego, to okropnie jest siedzieć w miejscu ze świadomością, że ojciec Rudej się do nas zbliża. Mam nadzieję, że mamy jeszcze trochę czasu zanim do nas trafi.. Ech nie powinnam ciągle się tym zamartwiać, wiem, że sobie jakoś poradzimy. Wszechświecie czy mógłbyś mi zesłać inny, lepszy powód do zajęcia mojej głowy..?! Gdy tylko w myślach wypowiedziałam te słowa, Alex weszła do klasy. Kurde, ale nie o to mi chodziło.. Niby był moment jak ze sobą znowu rozmawiałyśmy i udało mi się ją lepiej poznać, ale potem 'urwał' nam się kontakt, w rzeczywistości po prostu zaczęła mnie unikać i przestała do mnie pisać. Wciąż się przyłapuję na tym, że gdy zawibruje mi telefon, mam nadzieje, że to ona. Jest naprawdę świetną osobą. Czuję się jakby złamała mi serce, mimo, że nic do niej nie czuję, jest tylko dobrym materiałem na przyjaciółkę. Przyjaciele łamią sobie serca, prawda?
No nieważne.
-Panno Vaccine, znowu się pani spóźniła - powiedziała ozięble profesorka.
-Wiem, przepraszam, już się to nie powtórzy- usiadła w ostatnim wolnym miejscu, czyli obok mnie.
Spojrzałam na nią, ale ona tylko patrzyła przed siebie i udawała, że słucha nauczycielki.
W środku lekcji musieliśmy napisać krótkie wypracowanie, więc pochyliłam się nad zeszytem i zaczęłam coś w nim skrobać. Czułam na sobie jej spojrzenie, po za tym w ogóle nie pisała, tylko trzymała długopis w totalnym bezruchu. Odwróciłam głowę w jej kierunku i spojrzałam prosto w jej oczy. Żadna z nas nie miała zamiaru odwrócić wzroku. Patrzyłyśmy na siebie może przez parę sekund a może kilka minut, sama nie wiem. Wiem tylko, że ten moment był niezwykły albo lepiej.. Niezwykle dziwny. Gdy tylko zadzwonił dzwonek Alex wybiegła z klasy, chciałam ją dogonić ale niestety znowu mi się nie udało. Muszę w końcu dać sobie spokój z tą dziewczyną.



***



Kiedy tylko skończyły się lekcje wsiadłam w samochód i ruszyłam jak najprędzej do domu. Dzisiaj miałam mieć dzień tylko z mamą. Dawno tego nie robiłyśmy a własnie czegoś takiego potrzebuje. Dojechałam do domu w niecałe 20 minut, wysiadłam z samochodu bez zbędnej zwłoki i poszłam do domu.
-Jestem w domu, mamo! - krzyknęłam gdy tylko otworzyłam drzwi. Nikt nie odpowiedział. To dziwne nie mogła pójść na zakupy ani nigdzie wyjść, bo drzwi były otwarte. Hmm, może spała, chociaż to do niej nie podobne, spać w dzień. Weszłam do kuchni, nikogo nie ma, sprawdziłam cały parter, nikogo nie było.
-Mamo?! Jesteś tam? - zapytałam stojąc przy schodach. Żadnej odpowiedzi. Weszłam na górę i poszłam do pokoju po broń. Chwyciłam pistolet i skierowałam się w stronę pokoju mojej mamy. Popchnęłam lekko drzwi a te wydały znajomy skrzyp. Niestety były za mało uchylone żeby coś zobaczyć. wiec popchnęłam je mocniej. Drzwi otworzyły się na oścież a ja nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Opadłam bezsilnie na kolana i krzyknęłam. K r e w wszędzie wokół c i a ł a mojej mamy. Nie wiedziałam co mam zrobić. Zbliżyłam się do niej i obróciłam w moją stronę. Miała dziurę po kuli idealnie na środku czoła. Objęłam martwe ciało matki, płacząc. Płakałam przez dobre pół godziny a może i godzinę. Nie wierzyłam, że umarła. Otarłam łzy zakrwawionymi rękoma, i położyłam się obok niej. Miałam gdzieś cały świat. Chciałam tylko leżeć z najważniejszą dla mnie osobą, nawet jeśli nie żyła. Odpłacę się za to, zabiję ich. Zabiję ich wszystkich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz