Daria
- Jak ja uwielbiam Vegas. - westchnęłam, wpatrując się w widok na miasto z tarasu, na którym odpoczywałam, popijając Hennessy. Przez ostatnią godzinę siedziałam, paliłam, piłam i myślałam o Jasmin, w sensie o tym kim jest. Do moich wątpliwości doszedł jeszcze fakt, że wiedziała o walkach. Postawiłam sobie za cel dowiedzenie się całej prawdy za wszelką cenę. Najlepiej zacząć od razu. Wyjęłam telefon z kieszeni i wysłałam SMS-a do Maddie, żeby przysłała do mnie Jasmin. Po kilku minutach usłyszałam pukanie do drzwi i spokojnym krokiem poszłam je otworzyć.
- Hej, chciałaś mnie widzieć? - fioletowowłosa miała na twarzy uśmiech od ucha do ucha, który trochę przygasł, kiedy odeszłam bez słowa w stronę salonu, oczekując, żeby podążyła za mną. Hauke usiadła na kanapie, podczas gdy ja stałam przy wyjściu na taras, obserwując ją uważnie. - To o co chodzi?
- To ja chciałabym wiedzieć o co chodzi.
- Nie rozumiem.
- Dobra, zapytam wprost kim jesteś?
- Jesteś pewna, że ktoś za mocno ci nie przyjebał? Straciłaś pamięć, czy co? - nienawidzę, gdy ktoś próbuje zrobić ze mnie idiotkę. Zazwyczaj nie kończy się to dla tej osoby dobrze, ale nie mogłam zrobić masakry w hotelu pełnym ludzi. Może i jestem zabójczynią, ale jeszcze nie psychopatką.
- Wiem, że nie jesteś zwykłą nastolatką, która od czasu do czasu lubi sobie wciągnąć kreskę czy dwie... Zwykłe nastolatki nie jeżdżą na targi broni, już nie mówiąc o tym, że nie dostają zaproszenia na nielegalne walki, na których pojawiają się gangi z całego świata. Zapytam więc jeszcze raz, kim jesteś?
- Czemu chcesz to wiedzieć?
- Ponieważ Maddie i Natalia są dla mnie jak rodzina i prędzej zginę niż pozwolę komuś je skrzywdzić.
- Myślisz, że mogłabym to zrobić? - Jasmin spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
- Skąd mogę wiedzieć, że nie skoro okłamywałaś nas od samego początku naszej znajomości!
- Miałam swoje powody!
- W takim razie słucham. - powiedziałam, siadając na fotelu naprzeciwko fioletowowłosej.
- Okej... Kiedy miałam 14 lat zwerbowali mnie do korporacji. Ci ludzię rządzą światem... Są wszędzie, w każdym kraju, każdym rządzie. Zaczęli mnie szkolić, najpierw podstawowo, a potem musiałam wybrać w jakim kierunku chcę iść. Wybrałam podziemię. Nauczyli mnie jak stać się niewidzialną, jak zabijać, kraść, kłamać. Ale wiesz... Nie każdy się do tego nadaje, ja urodziłam się po to by zabijać, więc to kiedy zacznę było tylko kwestią czasu. Przeniosłam się do LA, ponieważ ktoś nas wsypał chińskiej mafii i mieszkanie tam jest moim planem awaryjnym. Musiałam na trochę zniknąć... Wtedy w restauracji, dostałam zlecenie i dlatego tak wsiąkłam.
- Szczerze mówiąc... spodziewałam się czegoś za co mogłabym ci wpierdolić, jak na przykład gdybyś okazała się wtyczką.
- Możesz być pewna, że nią nie jestem i nie chcę zaszkodzić, ani tobie, ani dziewczynom, ani waszym interesom.
- Cóż, wygląda na to, że będę musiała ci zaufać i uwierzyć na słowo. - westchnęłam cicho. - Ale chcę, żebyś wiedziała, że nieważne jak bardzo się zaprzyjaźnimy, jedna krzywa akcja i nie żyjesz, jasne?
- Jak słońce...
- Świetnie, w takim razie chodźmy się zabawić, żeby trochę odpocząć przed jutrzejszymi walkami. - Jas pokiwała głową z aprobatą i równocześnie podniosłyśmy się z miejsc, kierując do wyjścia. Zamknęłam drzwi od pokoju, a potem windą zjechałyśmy na parter hotelu, gdzie znajdowała się restauracja/klub, gdzie czekały Maddie i Nat. Widząc lekko zmartwioną minę tej drugiej, przyśpieszyłam kroku. - Co się stało?
- Zwołali zebranie, podobno to sprawa życia i śmierci.
- Jak zwykle... - przewróciłam oczami. - Gdzie?
- W podziemiach tego hotelu... czemu to choć raz nie mogłoby być w jakiejś przytulnej knajpce tylko zawsze w piwnicach, czy podziemiach.
- Mnie nie pytaj. - wzruszyłam ramionami. - Maddie wtajemnicz na szybko Jas, nie ma czasu na procedury przyjęcia, a przyda nam się ktoś tak utalentowany jak ona.
- Między wami wszystko okej? - spytała brunetka, mierząc wzrokiem mnie i Hauke.
- Yup, a teraz chodźmy bo chcę się dowiedzieć o co chodzi i odpocząć przed jutrzejszymi walkami... Każda ma broń? - kiedy dziewczyny pokiwały głowami, na szybko zamówiłam u barmana szklankę szkockiej i wypiłam ją na raz. - Teraz możemy iść. - Natalia zaprowadziła nas do wejścia na schody, prowadzące w dół, gdzie stało dwóch ochroniarzy, którzy mieli głupie uśmiechy na twarzach, chyba myśląc o "sprawdzeniu" nas. - Tylko spróbuj dotknąć mnie, albo którejś z nich i przysięgam, że nie będziecie w stanie normalnie się załatwiać do końca życia. Niemal od razu odskoczyli jak oparzeni, wywołując ciche śmiechy u dziewczyn. Powoli zeszłyśmy po schodach, gdyż była tam tylko jedna jebana lampka, która świeciła jakby chciała, a nie mogła i znów natrafiłyśmy na ochroniarza, który bez zbędnych gestów zaprowadził nas pod drzwi, za którymi zebrały się największe szumowiny jakie zrodziła Ameryka. Weszłyśmy do środka pewnym krokiem i wszystkie rozmowy ucichły, a spojrzenia powędrowały na nas. Bez słowa usiadłam u szczytu długiego stołu, dziewczyny po obydwu moich stronach i rozejrzałam się po zgromadzonych. Nikt nie przykuł mojej uwagi, te same stare, pełne skurwysyństwa twarze, oprócz JEGO. Siedział dokładnie naprzeciwko mnie, przy drugim krańcu stołu, co wyrażało, że jesteśmy najsilniejsi i mamy największą władzę wśród obecnych. Ciemne włosy, nieziemsko brązowe oczy i te usta, które kiedyś dawały mi tyle przyjemności, wyginające się w łobuzerski uśmiech. Nate Maloley, jeden z najgroźniejszych gangsterów na świecie (chociaż ma zaledwie 25 lat), a prywatnie mój były chłopak. Jak to się stało, wytłumaczę później. - Czy możemy zaczynać, mam lepsze rzeczy do roboty niż siedzenie tutaj i patrzenie na wasze krzywe mordy.
- Lepiej uważaj na słowa. - odezwał się szef gangu z Alaski.
- Bo co mi zrobisz? - uniosłam brwi do góry, kiedy chciał coś odpowiedzieć i momentalnie się zamknął.
- Nie denerwuj się księżniczko. - mój wzrok automatycznie powędrował w stronę Nate'a, który puścił mi oczko, na co prychnęłam i pokazałam mu środkowy palec. - Nic się nie zmieniłaś.
- Ty też, wciąż jesteś tym samym dupkiem co kiedyś.
- Może i tak, ale mam informacje, które mogą zainteresować wszystkich, a ciebie szczególnie.
- Co ty możesz wiedzieć, czego ja nie wiem? - zaśmiałam się bez krzty humoru, patrząc na bruneta z kpiną wypisaną na twarzy.
- Sama się przekonasz. - powiedział i kiwnął głową do jednego ze swoich towarzyszy, który miał na kolanach laptopa, podłączonego do projektora. Wszyscy spojrzeli na ekran, gdzie zaczęły pojawiać się zdjęcia facetów, zrobione z ukrycia. Wśród nich rozpoznałam kilku członków ruskiej mafii. - Niedawno, dotarły do nas słuchy, że Romanov ma wśród swoich nowego człowieka, jak się okazało nie jest to jakiś nowicjusz, ale ktoś kogo wszyscy bardzo dobrze znamy... Stephan Rodriquez proszę państwa.
Kiedy usłyszałam to imię i nazwisko i zobaczyłam na ekranie twarz człowieka, którego nienawidzę bardziej niż kogokolwiek na świecie momentalnie mnie zatkało. Całe moje ciało zastygło w bezruchu, a spojrzenia wszystkich spoczęły na mnie. Czemu zawsze wszystko musi się spieprzyć?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz