Daria
Siedziałam na masce mojego matowo-złotego Lamborghini, obserwując teren starego lotniska, na którym zgromadzili się kierowcy z całego Los Angeles, żeby wziąć udział w nielegalnych wyścigach, zorganizowanych przeze mnie i moje przyjaciółki. Jesteśmy członkiniami gangu trzęsącego całym LA. Wiem co myślicie - jak dziewczyny mogą dojść do władzy w mieście zdominowanym przez niebezpiecznych przestępców. Heh, wszyscy których dotąd załatwiłyśmy myśleli tak samo. Nasza płeć sprawia, że na początku przeciwnik nabiera pewności siebie, a potem bang i nie ma gościa. Tak doszłyśmy do władzy i łatwo z niej nie zrezygnujemy. Anyway. Ostatni wyścig niedługo się rozpocznie, a zbierająca za niego kasę Maddie gdzieś mi zniknęła. Natalia została dzisiaj w domu, bo nie czuła się najlepiej. Rozejrzałam się jeszcze raz w poszukiwaniu brunetki i dostrzegłam ją, zmierzającą w moją stronę z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Gdzieś ty była? - zapytałam od razu, marszcząc czoło.
- Poszłam po drinka, a wracając zauważyłam kolesia, który był nam winny kasę za dragi. Niestety jej nie miał, więc trochę go poturbowałam i powiedziałam, że ma czas do jutra albo się pożegnamy.
- Okej, a hajs za wyścigi? - Maddie pokazała mi walizkę, na co się uśmiechnęłam.
- Dobra, pora dokopać tym cieniasom. - przybiłam z brunetką piątkę, wstając z maski mojego auta, wsiadłam do środka i odpaliłam silnik. Podjechałam na linię startu jako jedna z ostatnich uczestników, a na środek wyszła skąpo ubrana blondynka z chustą w czarną-białą kratę w dłoni. Popatrzyłam na boki i zaśmiałam się pod nosem, widząc uśmiechy pewnych swojej wygranej przeciwników. Nie ma mowy, żeby któryś z nich zgarnął postawione w tym wyścigu 30.000$. Widok ich min, kiedy ja to zrobię będzie bezcenny. Skupiłam swoją uwagę z powrotem na blondynce przede mną, a właściwie na trzymanej przez nią chuście. Chwilkę później kawałek materiału "pofrunął" w dół i wszyscy kierowcy wcisnęli gaz do dechy. Wystartowałam jako pierwsza i uśmiechałam się coraz szerzej, patrząc na licznik prędkości. Szybka jazda to coś co uwielbiam i sprawia mi ogromną frajdę, dlatego szczerzę się teraz jak idiotka. Do mety, czyli końca pasa startowego zostało jeszcze tylko kilka metrów i... Proszę państwa, mamy zwycięzcę! Zatrzymałam się tuż przy Maddie, która podjechała tu swoim autem i wysiadłam z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Wiedziałam, że wygrasz! - powiedziała, ściskając mnie.
- To było proste, jak zabranie dziecku cukierka. - zaśmiałam się. Nagle poczułam mocny uścisk na ramieniu i zostałam odwrócona w stronę blondyna, mojego wzrostu ze wściekłą miną.
- Kim ty kurwa jesteś?! - wydarł się na cały głos, aż poczułam jak pękają mi bębenki. Pytanie powinno raczej brzmieć, kim on kurwa jest, żeby się na mnie drzeć?!
- Po pierwsze: nie drzyj się, bo chyba nie wiesz przed kim stoisz, a po drugie: o co ci do cholery chodzi?! - odepchnęłam chłopaka, który zacisnął dłonie w pięści. Oho, już się boje.
- Nie po to postawiłem 5 patoli, żeby jakaś suka, uważająca się za nie wiadomo kogo zgarnęła moją wygraną! - czy on właśnie nazwał mnie suką?! Spojrzałam do tyłu na Maddie, która kręciła głową rozbawiona, wiedząc co się za chwilę stanie. Bez słowa złapałam blondyna za koszulkę, przyciągnęłam go do siebie i zadałam mu mocny cios z kolana z krocze.
- Kurwa! - jęknął głośno, osuwając się na kolana. Wyciągnęłam z kabury jedną z moich złotych Berett M92 i przystawiłam ją do jego klatki piersiowej, gdzie znajduje się serce.
- Tak dla twojej informacji, mam na imię Daria i należę do gangu Bloods. - oczy blondyna zrobiły się wielkie jak tej wiewiórki z "Epoki Lodowcowej", kiedy przygniatał ją lodowiec. - Dobranoc.
Mówiąc to, nacisnęłam spust, a ciało chłopaka osunęło się na ziemię. Z obojętną miną rozejrzałam się w poszukiwaniu chłopaków z mojego gangu i dostrzegając ich w tłumie gapiów, kiwnęłam głową w stronę trupa, żeby się nim zajęli. Schowałam broń i wsiadłam do samochodu, co zaraz po mnie uczyniła Maddie. Wyjeżdżając z terenu lotniska, skręciłam w drogę, prowadzącą do centrum LA, gdzie znajduje się nasz ulubiony klub o nazwie "HEAVEN".
***
- Fuck! - krzyknęłam szeptem (heheh), uderzając małym palcem u stopy o szafkę stojącą w holu. Kto to tu postawił do cholery?! Matylda zamknęła za nami drzwi od domu i ignorując mój ból, prawie wcale się nie chwiejąc, ruszyła w stronę schodów. Tak, jasne, zostaw mnie tu samą na pastwę losu. To się nazywa przyjaciółka, nie ma co. Wzięłam głęboki oddech i lekko kuśtykając, dotarłam do kuchni, gdzie oparłam się o blat. Przeklinam mój pomysł na zdjęcie butów przed wejściem do domu. Stałam w miejscu kilka minut, zanim ból minął i mogłam normalnie chodzić. Wzięłam z lodówki butelkę wody i proszki przeciwbólowe z szafki, kierując się na górę do swojego pokoju. Byłam zmęczona, pijana i na dodatek przypomniałam sobie, że za kilka godzin zaczynamy z dziewczynami 3. rok nauki w liceum. Pieprzyć moje życie.
***
- Fuck! - krzyknęłam szeptem (heheh), uderzając małym palcem u stopy o szafkę stojącą w holu. Kto to tu postawił do cholery?! Matylda zamknęła za nami drzwi od domu i ignorując mój ból, prawie wcale się nie chwiejąc, ruszyła w stronę schodów. Tak, jasne, zostaw mnie tu samą na pastwę losu. To się nazywa przyjaciółka, nie ma co. Wzięłam głęboki oddech i lekko kuśtykając, dotarłam do kuchni, gdzie oparłam się o blat. Przeklinam mój pomysł na zdjęcie butów przed wejściem do domu. Stałam w miejscu kilka minut, zanim ból minął i mogłam normalnie chodzić. Wzięłam z lodówki butelkę wody i proszki przeciwbólowe z szafki, kierując się na górę do swojego pokoju. Byłam zmęczona, pijana i na dodatek przypomniałam sobie, że za kilka godzin zaczynamy z dziewczynami 3. rok nauki w liceum. Pieprzyć moje życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz