poniedziałek, 17 października 2016

12

Jas

To wszystko było za łatwe, niemożliwe żebyśmy wyszli z ataku ruskich bez żadnego szwanku. Coś jest cholernie nie tak. Tysiące podobnych myśli przelatywało przez moją głowę z tą samą prędkością co krajobraz za szybą, o którą opierałam czoło. Wszyscy oprócz mnie, Nate'a i Natalii chyba spali. Nate skupiony na drodze bębnił palcami w kierownice, wskazówka prędkościomierza pokazywała stałą wartość 120 Mph. Natalia zaś nieustannie pisała z kimś przez telefon, początkowo mnie to nie ruszało, dopóki nie zauważyłam kropelek potu na jej czole, oraz tego jak trzęsą się jej ręce. Zaniepokojona usiłowałam dojrzeć zawartość ekranu, lecz było to trudne z uwagi na to że siedziała przy oknie po drugiej stronie, dzieliła nas skulona na siedzeniu Maddie. Słońce prawie schowało się już za horyzontem, ostatnie jego smugi rozświetlały pola bawełny po obu stronach drogi. Jedziemy przez Arizonę, doszliśmy do wniosku, że tak będzie bezpieczniej i gdzieś w połowie drogi do LA zmienimy samochód. Po godzinie prób wyczytania z telefonu Nikki czegokolwiek, poddałam się i z westchnieniem oparłam czoło z powrotem o zimną jak lód szybę. Temperatura na zewnątrz wynosiła zaledwie 11 stopni, zadrżałam lekko.
- Nate?- szepnęłam.
- Hmm?
- Włącz ogrzewanie, zimno jest.
Bez słowa oderwał rękę od kierownicy i wcisnął jeden z wielu przycisków, po chwili poczułam ciepłe powietrze z nawiewów.
- Dzięki.
Siedząca obok mnie Maddie mruknęła cicho i przekręciła się w moją stronę. Hummer był szeroki, ale mimo to drobna dłoń brunetki spoczęła tuż obok mojej nogi. Coś mi nie pasowało, mimo ciemności dostrzegłam jakieś plamy na jej skórze. W mojej głowie rozdzwonił się alarm. Trzęsącą ręką wyjęłam z kieszeni telefon i włączyłam wyświetlacz. Po moim karku przebiegł dreszcz. Krew. Spojrzałam w stronę Natalii, która obojętnie oderwała ode mnie wzrok i ze znużeniem odwróciła głowę z powrotem w stronę okna.
- Zatrzymaj się. - warknęłam.
- Po co? - Nate nie odrywał wzroku od drogi.
- Zatrzymaj się kurwa! - wrzasnęłam budząc przy tym wszystkich. Zahamował tak nagle, że walnęłam z całej siły łokciem w drzwi. Nie przejmowałam się ani tym, ani pytaniami całej reszty. Zapaliłam natychmiast światło i z przerażeniem zobaczyłam to czego się obawiałam, cała dłoń mojej przyjaciółki mieniła się szkarłatną cieczą, tą samą która sączyła się z rany na lewym boku. Twarz brunetki była blada, nie ocknęła się. Ruda odwróciła się do nas równie przestraszona co ja, lecz na jej twarzy pojawiła się jeszcze wściekłość, jej spojrzenie powędrowało na Natalię.
- Jak mogłaś nie zauważyć?- wysyczała.
Nikki coś tylko pisnęła i odwróciła wzrok. Trójka chłopaków siedząca za nami milczała, Ruda wpatrywała się w przesączoną krwią koszulkę Maddie. Ocknęłam się i zaczęłam gorączkowo myśleć.
- Nate jedź, mile temu widziałam reklamę jakiegoś motelu, musimy ją natychmiast opatrzyć. No już!
Wcisnął pedał gazu najmocniej jak się da i ruszyliśmy pozostawiając za sobą chmurę kurzu.
- Wszystko przez ciebie! - wykrzyknęła Natalia wskazując na mnie palcem. Wszystkie spojrzenia skierowały się w moją stronę, no prawie wszystkie... Ale mniejsza o to. Wściekła rozejrzałam się po ich twarzach i próbując znaleźć resztki racjonalnego myślenia utkwiłam wzrok w oczach Finn'a, to mi dodało odwagi.
- Odbiło ci do reszty? - powiedziałam roztrzęsionym głosem. - To nie ja spędziłam ostatnie godziny siedząc na jebanym telefonie z jej krwawiącą raną tuż pod nosem! - końcówkę wykrzyczałam Natalii prosto w twarz. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na Rudą, w jej oczach widać było niepewność, patrzyła to na mnie to na Natalię.
 - Wiem jak jej pomóc, potrzebujemy tylko łóżka i apteczki, okej?
Daria pokiwała powoli głową, po policzku spłynęła jej łza, odwróciła się i powiedziała do Nate'a - Jedź szybciej.
Ustawiłam brunetkę do pozycji pionowej.
- Trzymaj ją za ramiona.- powiedziałam do Natalii.
Kiedy to zrobiła, chwyciłam za brzeg swojej podkoszulki i zaczęłam go rwać, następnie złożyłam skrawek materiału i mocno przycisnęłam do rany. Kurwa kurwa kurwa jedziemy już od tylu godzin, w myślach błagałam żeby przeżyła. Wolną ręką sprawdziłam jej puls, jest. Słaby.
-Daleko jeszcze? - spytałam nie odrywając wzroku od trupiobladej twarzy.
-Nie, już widać światła neonu.
Odetchnęłam z ulgą. Odwróciłam się i powiedziałam do John'a:
-Wejdziesz do środka, zapłacisz za cztery pokoje i poprosisz o apteczkę, jasne?
Pokiwał w odpowiedzi głową, gdy tylko zatrzymaliśmy się na parkingu pobiegł w stronę recepcji.
Wszyscy wysiedli, czekałam z Maddie w samochodzie, gdy tylko ciemnowłosy wyszedł z kluczami wysiadłam również ja. Finn i David chwycili ostrożnie brunetkę i wszyscy ruszyliśmy w stronę ścieżki prowadzącej do niskiego budynku z paroma pokojami. John już otwierał jedne z drzwi, przodem weszła Daria zapalając wszystkie światła, za nią chłopaki z Maddie na rękach, następnie ja i cała reszta.
- Gdzie apteczka? - rzuciłam pośpiesznie zdejmując skórzaną kurtkę, która wylądowała na podłodze. Ktoś pobiegł do łazienki i wręczył mi pakunek w dłonie. Było zamieszanie, jedynie na czym się mogłam skupić to na dziewczynie leżącej na łóżku.
- Dobra wyjdźcie, za dużo was tu. - powiedział Nate.
Został tylko on i Daria, która skuliła się na fotelu w kącie pokoju. Wzięłam głęboki wdech i rozcięłam czerwoną bluzkę, która jeszcze parę godzin temu była biała.

***
Słońce powoli pięło się w górę kiedy w końcu opuściłam pokój numer 22. Zmęczona i ledwo trzymająca się na nogach oparłam się o zimną betonową ścianę. Po chwili z pokoju wyszła również Daria, ze łzami w oczach uściskała mnie i powoli ruszyła wraz z Nate'm w stronę ich pokoju. Odchyliłam głowę do tyłu, przymknęłam oczy i rozkoszowałam się świeżym powietrzem. Ktoś musiał zostać przy Maddie, John się zgłosił. Po chwili padł na mnie jakiś cień, zmrużyłam oczy i stanęłam twarzą w twarz z Finnem. Nie odezwał się słowem, odpuścił te wszystkie puste słowa typu ,,Dobra robota", objął mnie tylko ramieniem i powoli poprowadził do drzwi, mimo że były tuż obok pokoju w którym spała teraz Maddie droga do nich wydawała się wiecznością. Weszliśmy do pokoju numer 23, panował w nim półmrok. Nie byłam zdolna do zrobienia czegokolwiek, spojrzałam tylko na moje dłonie w całości pokryte krwią i cicho załkałam chowając twarz w ramię Finna. Wszystko było we krwi. Nie zważając na to zaczął powoli rozbierać mnie, następnie zaprowadził mnie pod prysznic, odkręcił gorący strumień wody i zostawił mnie pod nim mówiąc, że mam trzy minuty. Spuściłam głowę i pozwoliłam wodzie zmyć ze mnie wszystko pozostałości ostatniej nocy. Nie pamiętam czy dotrzymał słowa i wrócił po trzech minutach czy może po czterech, pamiętam tylko uczucie zatopienia się w zimnej pościeli i gorących ramionach diabła. Mojego Diabła. Sen przyszedł natychmiast.

niedziela, 18 września 2016

11

Daria




Obudziłam się przez pukanie do drzwi, a właściwie walenie do nich. Trochę mnie to zaniepokoiło, ale "uspokoiły" mnie krzyki dziewczyn:                        
- Ruda, otwieraj! No otwórz te jebane drzwi bo zaraz je rozwalę!                    
- Idę, nie drzyj się tak! - krzyknęłam, podnosząc się z łóżka. Zarzuciłam na siebie szybko koszulkę, bo miałam na sobie  tylko majtki i szybkim krokiem podeszłam do drzwi, żeby je otworzyć.                                                          
- No nareszcie! - zawołała Maddie, wbijając się do pokoju razem z Jasmin, która posłała mi lekki uśmiech, przechodząc obok. Westchnęłam głośno i podeszłam do części kuchennej apartamentu, żeby napić się wody. Dziewczyny rozsiadły się wygodnie w fotelach, patrząc na mnie wyczekująco.                  
- No co?! - zapytałam po dłuższej chwili, mając dość tych spojrzeń.               
- Ty dobrze wiesz co. - odpowiedziała Maddie. - Co tu się działo?                  
- Nic. - powiedziałam niemal od razu, a dziewczyny zrobiły minę w stylu "are you fucking kidding me?!". - O jezu no! Tylko z nim spałam!                         
- I co teraz? - zapytała Jas.                                                   
- Jak to "co teraz"? - przewróciłam oczami. - To był tylko seks, nic więcej.                                                                                                         
- To nie był tylko seks. - stwierdziła Maddie. - To był seks z chłopakiem, którego od dwóch lat nienawidzisz, a przynajmniej do wczoraj tak było.           
Wy nawet nie wiecie dlaczego go nienawidzę! - krzyknęłam, odstawiając z hukiem szklankę na blat, prawie ją rozbijając.   
- To nam powiedz do cholery! Jesteśmy przyjaciółkami odkąd pamiętam, a ty ani razu o tym nie wspomniałaś!                   
- Już dobrze, powiem wam tylko przestańmy krzyczeć. - powiedziałam spokojnie, kapitulując. Usiadłam na kanapie naprzeciwko dziewczyn i wzięłam kilka głębokich oddechów, żeby się jakoś przygotować na to co zaraz powiem. - A więc tak... Jeżeli jeszcze tego nie wiesz Jas to nasz gang działa od trzech lat, dokładnie od kiedy mój ojciec trafił do więzienia m.in. za swoją działalność przestępczą, ale także za znęcanie się nad moją mamą i rodzeństwem. Swoją "działalność" rozpoczęłyśmy z Maddie krótko przed tym jak go zamknęli. Dostał dożywocie i byłam nieziemsko szczęśliwa, że ten sukinsyn zgnije w pierdlu, a my będziemy budować swoje "imperium" na jego upadłym. I wtedy też właśnie poznałam Nate'a, spotkaliśmy się na wyścigach w jego mieście. Pół roku później dołączyła do nas Nikki, ale nieważne... Po roku czasu gang był już w całkiem dobrej pozycji i ciągle pięliśmy się w górę w hierarchii. Z tym wiązało się większe ryzyko, więcej obowiązków, zadań, ale wszystko co dostawałyśmy w zamian było tego warte. Niestety Nate zaczął mieć problem z moją "karierą" i próbował mnie namawiać, żebym zwolniła tempo. Nie chciałam tego robić bo po pierwsze wiedziałam, że aby coś osiągnąć nie mogę odpuszczać, a po drugie za bardzo podobał mi się ten styl życia jaki prowadziłam. Dodatkowo nie rozumiałam jaki jest jego problem skoro on robi to samo i to nawet dłużej. Kłóciliśmy się praktycznie non stop i przez to wszystko się pochorowałam, a przynajmniej tak wtedy myślałam... Któregoś dnia po jednej z takich kłótni czułam się tak źle, że nie miałam ochoty na nic innego tylko na położenie się do łóżka i spanie do rana. Jednak, kiedy wróciłam do domu moje plany zmącił widok jakichś toreb w "holu" i widocznie czekającej na mnie mamy. Nie zdążyłam wydusić nawet słowa, a ona od razu zaczęła na mnie wrzeszczeć. Krzyczała, że jestem taka jak ojciec, że jestem potworem i mam się wynosić z jej domu... Na koniec rzuciła we mnie zdjęciami, na których było widać m.in. jak przyjmuje towar, pije, palę, ćpam, a także jak zabijam dłużnika. Byłam załamana i nie wiedziałam co mam robić, chciałam mamie to jakoś wytłumaczyć, ale nie dała mi nawet dojść do słowa. Kazała mi wyjść zanim dzieciaki wrócą ze szkoły i przedszkola. Co mogłam zrobić? Spełniłam jej wolę i wyniosłam się z domu, pakując swoje rzeczy do auta. Zrobiłam wtedy jedyną rzecz, która wydawała mi się odpowiednia w tamtej chwili... Postanowiłam pojechać do jednego z naszych magazynów i po prostu zapomnieć o wszystkich problemach. Siedziałam na kanapie i mieszałam wszystko co mieliśmy na składzie: whiskey, wódka, piwo, marihuana, haszysz, kokaina, feta itd. Nie miałam hamulców, moją jedyną myślą było, żeby zapomnieć o tym co mówiła mama, nie chciałam się pogodzić z faktem, że to może być prawda. Patrzyłam na zdjęcia, które mi "dala" i wpadałam w coraz większą rozpacz. W końcu mój organizm nie wytrzymał i zgasłam jak pierdolona świeczka na torcie... Obudziłam się po kilku dniach, w szpitalu, podłączona do miliona urządzeń podtrzymujących życie i bolało mnie całe ciało, ale najbardziej chyba brzuch i jego dolna część. Maddie była przy mnie przez cały czas, to ona mnie znalazła i zawiozła do szpitala. Nawet nie wiem, gdzie wtedy była Nikki, ale nawet o tym nie myślałam. Miałam kompletną pustkę w głowie i nie wiedziałam co się stało. Maddie wytłumaczyła mniej więcej co się stało i zaraz przyszedł lekarz, którego od razu zapytała czy wszystko ze mną okej i kiedy będę mogła wyjść. On powiedział, że nie powie jej nic bo musi mi to powiedzieć w cztery oczy... I wtedy właśnie dowiedziałam się, że ze mną w sumie wszystko w porządku i niedługo mnie wypiszą, ale ilość substancji toksycznych w moim organiźmie była tak duża, że... Straciłam dziecko.           
- Byłaś w ciąży?! - wykrzyknęły dziewczyny jednocześnie zszokowane tym co usłyszały.                                                                                                      
- Tak. - pokiwałam ledwo widocznie głową. - To wszystko przez tego sukinsyna.
- Czyli nienawidzisz Nate'a dlatego, że zaszłaś z nim w ciążę? - zapytała Jasmin.                                                                                                       
- Ale zaraz... - Maddie potrząsnęła głową. - Czy ty przypadkiem nie byłaś wtedy na tabletkach antykoncepcyjnych?                                                        
- Byłam. - zaśmiałam się gorzko. - Ale ten pieprzony kutas podmienił mi je na zwykłe witaminy.                                                                                           
- Jak to? Skąd wiesz? - oczy dziewczyn były rozmiaru zakrętek od słoików.                                                                                                        
- Kiedy już wypisali mnie ze szpitala zaniosłam je do lekarza, żeby mi powiedział, czy nie są może jakieś przeterminowane albo coś jest z nimi nie tak i dlatego nie zadziałały, a on patrząc na mnie jak na idiotkę powiedział mi, że to zwykła witamina C. Nie zorientowałam się, bo "ktoś" po prostu wyrzucił odpowiednie tabletki i na ich miejsce wsypał do pojemnika coś o tym samym zapachu, smaku i wyglądzie... Od razu zaczęłam się zastanawiać kto mógł zrobić coś takiego. Maddie oraz Nikki odpadały z oczywistych względów, mama też, rodzeństwo również i jedyną osobą, która została i wiedziała o tym, że biorę tabletki był Nate.                                                   
- I co zrobiłaś? - zapytała Jasmin, nachylając się.                                          
- To co zawsze wychodzi mi najlepiej, wielką aferę. - zaśmiałam się. - Wpadłam do jego domu i zaczęłam go demolować. On próbował mnie uspokoić i dowiedzieć się co się stało, ale kiedy mu powiedziałam, a właściwie wykrzyczałam zatkało go... Próbował się tłumaczyć, że chciał dobrze. Liczył, że kiedy zajdę w ciążę, skończę z "biznesem". Tak bardzo go nienawidziłam w tamtym momencie, że aż miałam ochotę go zabić, ale postanowiłam zrobić coś gorszego. Opowiedziałam mu o kłótni z mamą i o tym, że "nasze" dziecko nie żyje przez niego i dałam do zrozumienia, że nie chcę mieć z nim więcej nic wspólnego, a jeżeli zbliży się do mnie choć na krok to go zabije.                                           
- I on to tak spokojnie przyjął do wiadomości?   
- Oczywiście, że nie. - przewróciłam oczami. - Próbował się tłumaczyć, ale jak można wogóle próbować wytłumaczyć się z czegoś takiego?! Potem jednak coś mu się odmieniło i zamiast mnie przepraszać to zaczął wrzeszczeć jak mogłam być tak bezmyślna i zabić to dziecko, jakbym zrobiła to specjalnie... Nie mogłam dłużej wytrzymać jego oskarżeń i wyszłam bez słowa... To w sumie wszystko, od tamtej pory go nie widziałam, do wczoraj.       
- Wow. - wykrztusiła Maddie. - Przyznam szczerze, że tego się nie spodziewałam.               
- Ja tym bardziej. - Jasmin pokiwała głową.
- Przepraszam, że ci nie powiedziałam Maddie... - i w tym momencie wszystkie usłyszałyśmy głośne huki, krzyki i strzały. Zaalarmowana podbiegłam do okna i byłam lekko zszokowana, jeśli można to tak ująć, widząc mnóstwo czarnych hummerów, należących do nikogo innego jak ruskich.
- Co oni tu robią? - Maddie była chyba tak samo zdziwiona jak ja.
- Ktoś musiał dać im cynk o tym zebraniu. - powiedziała Jasmin. Mamy na pokładzie kreta? Jeżeli to ktoś z mojego gangu, przysięgam, że gołymi rękami wyrwę mu wnętrzności. Zresztą, nieważne skąd i tak zginie. 
- Co robimy? - zapytała Maddie.
- Trzeba stąd spierdalać, gdzie Nikki?
- Kiedy zaszłyśmy do jej pokoju po drodze tutaj to chyba spała, bo nie otwierała drzwi. 
- Dobra, Maddie wyślij jej... - nagle do pokoju wpadł nie kto inny jak Nikki razem z chłopakami. - Czy zawsze coś musi mi przerywać?
- Wybacz, że nie poczekaliśmy, aż dokończysz swoją zapewne interesującą przemowę. - powiedział ironicznie Nate. - Ruscy nie chcieli czekać.
- Pierdol się.
- Chciałbym mała, ale musisz trochę odpocząć. - brunet wyszczerzył do mnie zęby, uśmiechając się jak idiota, którym zresztą jest. Seksowny idiota. Oj, zamknij się.
- Ej. - wtrącił się młodszy Maloley. - Działamy czy będziecie się teraz ze sobą droczyć? Mamy mało czasu.
- Racja. - pokiwałam głową. - Dziewczyny w tej największej walizce są pistolety, bierzcie je i spadamy stąd.
Byłam bardziej niż wkurwiona. Do cholery, musiałam zostawić walizki wypełnione ubraniami wartymi dziesiątki tysięcy dolarów. Najgorszy dzień ever. Potrząsnęłam głową, starając się nie myśleć o niczym innym tylko o "ewakuacji"
- Może najpierw założyłabyś spodnie? - powiedział Nate i wszystkie spojrzenia zostały skierowane na mnie, a właściwie na moje gołe nogi i tyłek. Z prędkością światła wciągnęłam na nogi dresy i włożyłam na stopy air force'y, chowając do kieszeni spodni portfel i telefon. Wyciągnęłam z walizki, o której wcześniej mówiłam dziewczynom moje dwie beretty i chwilę po tym powoli wyszliśmy z mojego pokoju na pusty i cichy korytarz.
- Na końcu korytarza jest wyjście ewakuacyjne, schody prowadzą do podziemnego garażu. - mruknęłam cicho, tak żeby tylko moi towarzysze mogli mnie usłyszeć.
- Myślisz, że są aż tak głupi, żeby go nie obstawić? - odpowiedział Nate.
- Jeżeli nawet to napewno jest ich tylko kilku, poradzimy sobie. - bez żadnych przeszkód udało nam się przedostać do drzwi ewakuacyjnych i na nasze szczęście były otwarte. Pierwsze kilka pięter przeszliśmy bez problemów, ale gdy coraz bardziej zaczęliśmy zbliżać się do niższych pięter hotelu można było usłyszeć krzyki i ciężkie kroki wrogów. Co za idioci, żaden z nich nie wpadł na to, żeby sprawdzić te schody. W końcu udało nam się bezszelestnie dotrzeć do drzwi prowadzących do podziemnego garażu. Przez małe okno zobaczyłam oczywiście mnóstwo samochodów, ale także kilku ruskich. Tak jak przewidzieliśmy. 
- Co robimy? - zapytał David, spoglądając to na mnie to na Nate'a.
- Jest ich ośmiu, dokładnie tyle ile nas. - powiedział Nate i każdy z nas, wiedząc jaki jest plan pokiwał głową. Wszyscy po kolei wyszliśmy na parking najciszej jak potrafimy i udaliśmy się w kierunku naszych celów. Wyjęłam z tylnej kieszeni spodni podręczny nóż, stając dokładnie za mężczyzną, którego puknęłam delikatnie palcem w ramię. Odwrócił się w moją stronę ze zdziwioną miną i zdążył tylko wydać cichy jęk, kiedy poderżnęłam mu gardło. Kurwa, skuteczny sposób, ale brudzi jak cholera. Rozejrzałam się po parkingu i zobaczyłam, że innym też się udało. Nie spodziewałam się niczego innego. Spojrzałam znów na trupa przede mną, zauważając wiszące przy jego pasku kluczyki od hummera. Z szerokim uśmiechem na twarzy odpięłam je i podeszłam do pozostałych. Akurat stali przy samochodzie.
- Prowadzisz. - powiedziałam, rzucając kluczyki w kierunku Nate'a. Wszyscy zapakowaliśmy się do środka, mi niestety przypadło miejsce z przodu. Brunet bez słowa odpalił silnik i ruszył w kierunku wyjazdu z parkingu. Ku zdziwieniu chyba nas wszystkich przed hotelem nie było ani jednego ruskiego, dzięki czemu mogliśmy spokojnie przejechać.
- Trzymaj. - spojrzałam w stronę Nate'a, który trzymał w dłoni jointa i zapalniczkę. Bez słowa przyjęłam "prezent" i westchnęłam z ulgą, czując przyjemne uczucie rozluźnienia rozchodzące się po moim organiźmie
- Dzięki. - mruknęłam ledwo słyszalnie, ale Maloley usłyszał, co poznałam po głupim uśmieszku na jego twarzy. Eh, to będzie długa droga.