Daria
Środa, dzień loda hehe. Ale tak serio to jest 7:38am, a ja zamiast zasuwać do szkoły siedzę w jednej z met w Compton, sprawdzając dostawę towaru z Kolumbii. Nati i Maddie pewnie już siedzą w budzie z tą nową Jasmin. Szczerze mówiąc nie wiem co mam o niej myśleć. Na początku wydawała mi się spoko, ale kiedy zaproponowała Matyldzie pojechanie na targi, zaczęłam się zastanawiać kim ona tak naprawdę jest. Zwykłe nastolatki raczej nie interesują się bronią aż tak, jak ona. Kiedy zniknęła na chwilę podczas wczorajszej kolacji, w mojej głowie pojawiła się myśl czy może aby nie "kumpluje się" z wtyczką z wrogiego gangu. Może i panikuje, ale styl życia, który prowadzę nauczył mnie, że obcym nie można ufać. Maddie wprawdzie polubiła ją od "pierwszej kreski", no ale to Maddie.
- Szefowo, dostaliśmy zaproszenie na walki w Vegas. - z zamyślenia wyrwał mnie głos jednego z chłopaków. - Kiedy? - spytałam obojętnym głosem, wydmuchując dym ze skręta, którego odpaliłam w międzyczasie.
- W piątek.
- Ok... - pokiwałam głową i wstałam z miejsca, zabierając ze stołu pudełko z kilkoma torebkami fety, mj i paru innych specyfików. - Ja spadam chłopaki, rozdzielcie towar tak jak mówiłam i być może jeszcze się dzisiaj zobaczymy.
- Na razie szefowo. - zasalutowałam im na pożegnanie i opuściłam budynek. Wsiadłam do mojego białego ferrari, od razu chowając pudełko do schowka i odpaliłam silnik, ruszając w stronę szkoły. Łamiąc po drodze chyba wszystkie możliwe przepisy drogowe, dotarłam tam po jakichś 10 minutach. Było już po dzwonku, więc ani na dziedzińcu, ani na korytarzu nie było żywego ducha. Pierwszą miałam matmę, na co aż wywróciłam oczami bo nienawidzę tego przedmiotu, komu to jest w ogóle potrzebne? Na pewno nie mi. Weszłam po schodach na drugie piętro i stanęłam przed drzwiami do klasy. Złapałam za klamkę i biorąc głęboki oddech, weszłam do środka. W całej sali nastała cisza jak makiem zasiał, a widocznie zdziwiona nauczycielka odwróciła się od tablicy w moją stronę. O, czyżbyśmy mieli nową profesorkę?
- Jesteś uczennicą tej klasy? - zapytała, marszcząc czoło. Nie masz już wystarczająco zmarszczek?
- Inaczej by mnie tu chyba nie było, nie sądzi pani? - powiedziałam kpiąco, przechodząc obok niej w drodze do swojego miejsca.
- Nie toleruje spóźnień, ani pyskowania na mojej lekcji.
- Czy wyglądam tak jakbym się tym przejmowała? - kiwnęłam głową na przywitanie do dziewczyn i wyjęłam z torby zeszyt, podręcznik oraz długopis. - Niech pani kontynuuje swój zapewne interesujący wykład.
Po klasie rozniosły się chichoty, a nauczucielka zrobiła się czerwona na twarzy.
- Dosyć tego! - krzyknęła i znów zrobiło się cicho. - Lądujesz w kozie na dwie godziny!
- Jasne, ciekawe jak zamierza mnie pani tam zaciągnąć. - prychnęłam rozbawiona. Babka chyba nie wiedziała na co się pisze, kiedy zaczęła nas uczyć.
- Jesteś bezczelna!
- A pani ma okropnie tłuste włosy i koszmarne buty, ale czy ktoś to pani wypomina? - tym razem klasa wybuchła głośnym śmiechem i nie było mowy, żeby ta baba ich tym razem uciszyła.
- Marsz do dyrektora! Natychmiast! - kurde, szybko poszło. Myślałam, że wytrzyma dłużej.
- Z przyjemnością! - uśmiechnęłam się szeroko i schowałam swoje rzeczy z powrotem do torby, wstając z krzesła. - A wie pani co...
- WYJDŹ!!!
- Dobra, już idę. - uniosłam ręce do góry w geście poddania i szybkim krokiem podeszłam do wyjścia. - Nie tęsknijcie za bardzo!
I tyle mnie widzieli. Zaśmiałam się pod nosem, kiedy profesorka zatrzasnęła za mną drzwi i skierowałam się do wyjścia z budynku. Oczywiście, że nie zamierzałam iść do dyrektora. Zamiast tego wolałam iść na boisko i zajarać kolejnego skręta.
***
Dzwonek zadzwonił akurat kiedy weszłam z powrotem do szkoły i po drodze na kolejną lekcję, czyli chemię spotkałam dziewczyny.
- Dowaliłaś jej Ruda! - Maddie przybiła mi piątkę, co zaraz potem uczyniły Nati i Jasmin.
- No, babka przez całą lekcje nie mogła się pozbierać. - zaśmiała się Nat.
- Byłaś u dyrka? - zapytała Jas.
- No co ty! - parsknęłam śmiechem. - Byłam za szkołą i jarałam.
- Apropos, jest nowy towar? - Maddie aż zaświeciły się oczy. No cóż, dragi to jej temat.
- Taaa, mam próbki w aucie.
- A nie masz przy sobie chociaż jednej porcji na spróbowanie?
- Nie. - pokręciłam głową z rozbawieniem. - Możemy iść zabrać trochę po chemii, ale teraz chodźmy bo chyba nie chcemy się spóźnić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz