Jasmin
Tik tak, tik tak. Ze znużeniem wpatrywałam się w zabójczy ruch wskazówek szkolnego zegara. Minęły dopiero 3 minuty pierwszej lekcji, a ja już mam ochotę wydrapać dziurę w ścianie i przez nią wyjść. Jaki dzisiaj dzień tygodnia? Szczerze, nie mam pojęcia. Liczy się to, że sprawy powoli cichną i cały świat się uspokaja. Przypomina to cisze przed burzą. Ciszę podczas, której każdy oddech przybliża nas do granicy na której tak często balansuje. Granica życia i śmierci. O, już wiem, mamy dzisiaj 25 października. Jak dobrze, że ta jakże miła nauczycielka wspomniała o tym wstawiając do dziennika kolejną pałe. No to teraz już wiem na czym skończyliśmy. Od akcji w Vegas minęło już trochę czasu, sporo się działo, a skutki są wciąż odczuwalne. Siedząc na dachu motelu przy drodze stanowej i paląc jointa doznałam olśnienia. Ktoś mnie próbował wrobić, póki co tajemnicą zostanie kto. Mijała trzecia godzina odkąd zaciągnęłam ostatni szef na ranie Matyldy, kula na szczęście nie wbiła się na tyle głęboko by uszkodzić narządy ale było blisko. Cholernie blisko. Zaciągnęłam się powoli i opadłam na rozgrzaną porannym słońcem wyściółkę dachu parterowego budynku. Gdzieś pode mną spała cała reszta ekipy, mnie udało się zasnąć na zaledwie pół godziny, potem pojawiły się koszmary. Toteż zamiast wypocząć mój mózg pracuje na najwyższych obrotach, analizując ostatnie dni. Zasyczałam z bólu kiedy naga skóra zetknęła się z parzącym podłożem. Błękit nieba zaczął wirować mi przed oczami i mieszać się z wypuszczanym przeze mnie dymem. Adrenalina przestawała buzować w żyłach, zamiast niej spokój zalewał falami moje ciało. O dziwo po całej nocy spędzonej nad brunetką stojącą jedną nogą po drugiej stronie granicy, nie czułam zmęczenia. Najważniejsze są najbliższe cztery godziny, gdyby coś się zaczęło dziać to John pilnujący Maddie miał mnie wołać, oby do tego nie doszło. Przytrzymałam skręta w ustach i dłońmi ostrożnie sięgnęłam do kieszeni, wyjęłam z niej zgniecioną chusteczkę, ale nie ona jest ważna, najważniejszy jest malutki przedmiot znajdujący się w jej wnętrzu. Kula. Wszyscy byli tak zmęczeni, że żadne z nich nie spostrzegło nawet, że ją zabrałam. Podniosłam się i rozchyliłam chusteczkę, mały srebrny pocisk zalśnił złowrogo w mocnym słońcu. Zaczynało się robić gorąco, na skórze osiadła typowa dla tego klimatu wilgoć, która w połączeniu z upałem jest równie zabójcza co trzymany w moim ręku przedmiot. Zdziwiona pochyliłam się nad kulą, coś mi w niej nie pasowało, mimo że wciąż była we krwi dojrzałam jakiś niewyraźny znak. Pośpiesznie dokończyłam skręta i zeskoczyłam z dachu, jedno piętro to na szczęście nie duża odległość. Po cichu wślizgnęłam się do pokoju w którym spał Finn, ruszyłam prosto do łazienki i zamknęłam drzwi czemu towarzyszyło ciche kliknięcie zamka. Wyjęłam pocisk i zaczęłam go ostrożnie opłukiwać pod małym strumieniem wody. Intuicja mnie nie zawiodła, pod palcem poczułam wyżłobienie, zmyłam resztki krwi i przystawiłam drobny przedmiot pod słabe światło lampki. Natychmiastowo otrzeźwiałam. Zero zmęczenia, zero chillu, zero śladu po ostatnich buchach. Potrząsnęłam głową mając nadzieje, że zmieni to ukazany moim oczom obraz. Niestety, nic to nie dało. Z ciemnego metalu szyderczo spoglądała na mnie wygrawerowana róża. Ta sama która znajdowała się na każdym pocisku spoczywającym w magazynku wszystkich członków gangu do którego dopiero co mnie przyjęto. Gangu bloods.
Maddie
Jak tylko wróciliśmy z walk do LA pojechałam do Jasmin. Powiedziała, że nie zostawi mnie samej, więc nie miałam innego wyjścia. Jas leżała na łóżku i patrzyła się w sufit jakby było to coś niezwykłego. Muszę przyznać, że ostatnio często jej się to zdarza. Szturchnęłam ją nogą, nic, szturchnęłam ponownie, znowu nic, więc rzuciłam poduszkę w jej kierunku. Wreszcie zareagowała.
-Nad czym tak zawzięcie rozmyślasz ?- zapytałam
-Nad niczym..-powiedziała i przekręciła się na bok. Wiedziałam, że nie jest wylewną osobą, ale spodziewałam się, że chociaż mi powie co ją tak zastanawia.
-Przecież widzę, że coś nie gra. Możesz mi powiedzieć.
-Ufasz mi?
-Oczywiście, że ci ufam. Ja już naprawdę nie wiem co ty masz w tej głowie.
-Skoro mi ufasz to nie zadawaj mi głupich pytań. Lepiej idź już spać, jest już późno, ja muszę jeszcze popracować ale ty powinnaś wypocząć. W przyszłym tygodniu wracamy do szkoły a ty dopiero co zostałaś postrzelona.
Faktycznie było późno a ja byłam zmęczona, parę ostatnich dni wykończyło mnie nie tylko fizycznie ale też psychicznie i do tego jeszcze szkoła. Nienawidzę tego miejsca, pełne bezmózgiej młodzieży nieświadomej co się wokół nich dzieje. Chociaż czasem też bym chciała żyć w nieświadomości to jednak wolę wiedzieć na czym stoję. Gdy Jasmin wyszła z pokoju zajęłam jej łóżko i ułożyłam się do snu, na szczęście nie musiałam długo czekać aż Morfeusz porwie mnie do swojej krainy.
Obudziłam się koło południa następnego dnia. Jas nie było w pokoju, więc poszłam poszukać jej w pozostałej części domu lecz tam też jej nie było. Pewnie poszła załatwić swoje sprawy. Wróciłam do pokoju i zajrzałam do jej notatek leżących na biurku, chociaż zapewne nie powinnam tego robić. Leżała tam kartka z oznaczeniami kul całych gangów w USA, nasza róża była zaznaczona na czerwono. Pod pozostałymi papierami zobaczyłam zdjęcie, zrobione w łazience, na którym również była nasza kula. Czyżby robiła jakieś śledztwo? Zapytałam sama siebie. Pod zdjęciem zobaczyłam kawałek papieru z imieniem Nikki. Zdziwiłam się, więc go wyjęłam. Był to spis jej całego życiorysu, znalazłam też swoją i Darii. Dziwne.. Przejrzałam resztę jej papierów i znalazłam parę ciekawych rzeczy. Czy to możliwe, że osoba, która uratowała mi życie i jeszcze wczoraj pytała się czy jej ufam, była wtyką? Cóż właściwie to bym się nie zdziwiła, pojawiła się jakby znikąd i z dnia na dzień wstąpiła do naszego gangu.. Jeszcze ten powrót ojca Darii.. Nie podoba mi się to.
Z zamyślenia wyrwał mnie trzask drzwi. Cholera wróciła, szybko ogarnęłam papiery i usiadłam na łóżku.
-Gdzieś ty była włóczykiju- przywitałam ją jak weszła do pokoju.
-Musiałam coś załatwić.- spojrzałam na nią podejrzliwie.
-Co?
-Mówiłam ci przecież, nie zadawaj głupich pytań..-westchnęła
-Głupich pytań?-wstałam i sięgnęłam po jej notatki leżące na biurku-Co to jest?! I jeszcze mi powiedz, że to też jest głupie pytanie!
Spodziewałam się, że wyjmie broń i we mnie wyceluje ale ona tylko spokojnie usiadła na łóżku i wyciągnęła kulę, którą widziałam na zdjęciu.
-Znasz tą kule, dobrze wiesz do kogo musiała należeć. Do jednej z nas. Tą kule wyciągnęłam z ciebie, kiedy zostałaś postrzelona. Ta kula to dowód, że macie tu jakąś wtykę, a ja próbuje ustalić kto nią jest, więc przestań na mnie krzyczeć i się ogarnij, bo skoro sama się nie postrzeliłaś to pozostaje jedna opcja i dobrze wiemy kto to jest!
***
Wieczorem poszłyśmy się spotkać z Darią. Omówiłyśmy sprawę, powiedziała, że sama ją podejrzewała, ostatnio często się wymykała i oddaliła się od niej. Trzeba było zaplanować akcję.
Ruda zdzwoniła po Nikki i umówiła nas na 'piwo', jako że to ostatni dzień wolności na najbliższy czas. Spotkałyśmy się na plaży i zachowywałyśmy się jakby nigdy nic. Koło północy pojechałyśmy do Jas. Młoda wpadła. Przywiązałyśmy ją do łóżka wmawiając jej, że mamy dla niej niespodziankę. I właściwie to miałyśmy. Do pokoju weszła Daria z bronią. Brunetka chyba zrozumiała co się dzieje, bo zaczęła się szarpać. Ruda usiadła na niej i wycelowała jej bronią prosto w głowę.
-A teraz przystąpmy do twojej ostatniej spowiedzi szmato-powiedziała przez zaciśnięte zęby.
-Kiedy ja nie wiem o co ci chodzi- szarpała się jeszcze bardziej bo wiedziała, że jej czas już nadszedł.
-Gadaj od kiedy i dla kogo pracujesz szczurze!
-Pierdol się!- Scar przywaliła jej w twarz bronią
-Gadaj albo strzele ci w tą jebaną mordę!
-Nigdy- powiedziała i splunęła Rudej prosto w twarz, na co ona obniżyła ręce i strzeliła jej w nogę. W całym domu było słychać echo strzału oraz krzyk dziewczyny. Dobrze, że Jas mieszkała na odludziu, przynajmniej nikt nie słyszał. Szefowo gangu wyjęła z buta sztylet i odcięła liny, po czym strzeliła jeszcze raz w nogę brunetki.
-Niech to będzie wiadomość dla twojego kochasia! Niech sobie nie myśli, że może mnie pokonać!- przyłożyła Nikki porządnie w głowę, tak, że straciła przytomność. Zniosłyśmy ją do samochodu i pozwoliłyśmy Jas ją wywieźć.
Nie ma to jak niezła akcja dzień przed powrotem do szkoły. Przynajmniej szybko się pozbyłyśmy kreta i problem z głowy. Wystarczyło tylko połączyć ze sobą fakty.
Maddie
Jak tylko wróciliśmy z walk do LA pojechałam do Jasmin. Powiedziała, że nie zostawi mnie samej, więc nie miałam innego wyjścia. Jas leżała na łóżku i patrzyła się w sufit jakby było to coś niezwykłego. Muszę przyznać, że ostatnio często jej się to zdarza. Szturchnęłam ją nogą, nic, szturchnęłam ponownie, znowu nic, więc rzuciłam poduszkę w jej kierunku. Wreszcie zareagowała.
-Nad czym tak zawzięcie rozmyślasz ?- zapytałam
-Nad niczym..-powiedziała i przekręciła się na bok. Wiedziałam, że nie jest wylewną osobą, ale spodziewałam się, że chociaż mi powie co ją tak zastanawia.
-Przecież widzę, że coś nie gra. Możesz mi powiedzieć.
-Ufasz mi?
-Oczywiście, że ci ufam. Ja już naprawdę nie wiem co ty masz w tej głowie.
-Skoro mi ufasz to nie zadawaj mi głupich pytań. Lepiej idź już spać, jest już późno, ja muszę jeszcze popracować ale ty powinnaś wypocząć. W przyszłym tygodniu wracamy do szkoły a ty dopiero co zostałaś postrzelona.
Faktycznie było późno a ja byłam zmęczona, parę ostatnich dni wykończyło mnie nie tylko fizycznie ale też psychicznie i do tego jeszcze szkoła. Nienawidzę tego miejsca, pełne bezmózgiej młodzieży nieświadomej co się wokół nich dzieje. Chociaż czasem też bym chciała żyć w nieświadomości to jednak wolę wiedzieć na czym stoję. Gdy Jasmin wyszła z pokoju zajęłam jej łóżko i ułożyłam się do snu, na szczęście nie musiałam długo czekać aż Morfeusz porwie mnie do swojej krainy.
Obudziłam się koło południa następnego dnia. Jas nie było w pokoju, więc poszłam poszukać jej w pozostałej części domu lecz tam też jej nie było. Pewnie poszła załatwić swoje sprawy. Wróciłam do pokoju i zajrzałam do jej notatek leżących na biurku, chociaż zapewne nie powinnam tego robić. Leżała tam kartka z oznaczeniami kul całych gangów w USA, nasza róża była zaznaczona na czerwono. Pod pozostałymi papierami zobaczyłam zdjęcie, zrobione w łazience, na którym również była nasza kula. Czyżby robiła jakieś śledztwo? Zapytałam sama siebie. Pod zdjęciem zobaczyłam kawałek papieru z imieniem Nikki. Zdziwiłam się, więc go wyjęłam. Był to spis jej całego życiorysu, znalazłam też swoją i Darii. Dziwne.. Przejrzałam resztę jej papierów i znalazłam parę ciekawych rzeczy. Czy to możliwe, że osoba, która uratowała mi życie i jeszcze wczoraj pytała się czy jej ufam, była wtyką? Cóż właściwie to bym się nie zdziwiła, pojawiła się jakby znikąd i z dnia na dzień wstąpiła do naszego gangu.. Jeszcze ten powrót ojca Darii.. Nie podoba mi się to.
Z zamyślenia wyrwał mnie trzask drzwi. Cholera wróciła, szybko ogarnęłam papiery i usiadłam na łóżku.
-Gdzieś ty była włóczykiju- przywitałam ją jak weszła do pokoju.
-Musiałam coś załatwić.- spojrzałam na nią podejrzliwie.
-Co?
-Mówiłam ci przecież, nie zadawaj głupich pytań..-westchnęła
-Głupich pytań?-wstałam i sięgnęłam po jej notatki leżące na biurku-Co to jest?! I jeszcze mi powiedz, że to też jest głupie pytanie!
Spodziewałam się, że wyjmie broń i we mnie wyceluje ale ona tylko spokojnie usiadła na łóżku i wyciągnęła kulę, którą widziałam na zdjęciu.
-Znasz tą kule, dobrze wiesz do kogo musiała należeć. Do jednej z nas. Tą kule wyciągnęłam z ciebie, kiedy zostałaś postrzelona. Ta kula to dowód, że macie tu jakąś wtykę, a ja próbuje ustalić kto nią jest, więc przestań na mnie krzyczeć i się ogarnij, bo skoro sama się nie postrzeliłaś to pozostaje jedna opcja i dobrze wiemy kto to jest!
***
Wieczorem poszłyśmy się spotkać z Darią. Omówiłyśmy sprawę, powiedziała, że sama ją podejrzewała, ostatnio często się wymykała i oddaliła się od niej. Trzeba było zaplanować akcję.
Ruda zdzwoniła po Nikki i umówiła nas na 'piwo', jako że to ostatni dzień wolności na najbliższy czas. Spotkałyśmy się na plaży i zachowywałyśmy się jakby nigdy nic. Koło północy pojechałyśmy do Jas. Młoda wpadła. Przywiązałyśmy ją do łóżka wmawiając jej, że mamy dla niej niespodziankę. I właściwie to miałyśmy. Do pokoju weszła Daria z bronią. Brunetka chyba zrozumiała co się dzieje, bo zaczęła się szarpać. Ruda usiadła na niej i wycelowała jej bronią prosto w głowę.
-A teraz przystąpmy do twojej ostatniej spowiedzi szmato-powiedziała przez zaciśnięte zęby.
-Kiedy ja nie wiem o co ci chodzi- szarpała się jeszcze bardziej bo wiedziała, że jej czas już nadszedł.
-Gadaj od kiedy i dla kogo pracujesz szczurze!
-Pierdol się!- Scar przywaliła jej w twarz bronią
-Gadaj albo strzele ci w tą jebaną mordę!
-Nigdy- powiedziała i splunęła Rudej prosto w twarz, na co ona obniżyła ręce i strzeliła jej w nogę. W całym domu było słychać echo strzału oraz krzyk dziewczyny. Dobrze, że Jas mieszkała na odludziu, przynajmniej nikt nie słyszał. Szefowo gangu wyjęła z buta sztylet i odcięła liny, po czym strzeliła jeszcze raz w nogę brunetki.
-Niech to będzie wiadomość dla twojego kochasia! Niech sobie nie myśli, że może mnie pokonać!- przyłożyła Nikki porządnie w głowę, tak, że straciła przytomność. Zniosłyśmy ją do samochodu i pozwoliłyśmy Jas ją wywieźć.
Nie ma to jak niezła akcja dzień przed powrotem do szkoły. Przynajmniej szybko się pozbyłyśmy kreta i problem z głowy. Wystarczyło tylko połączyć ze sobą fakty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz